Pamiętajcie, że

c (2)

jest tylko jedna zasada: nigdy się nie poddawać. (wyczytane na statusie mojego niegdysiejszego dyrektora - Marcina Cz. ;))

Żyję, żeby nie było. Teraz popijam herbatkę, a o 9 na matmę, potem do pracy, z pracy do matmy... Ale będzie dobrze, musi :)

7 listopada 2006, 8:12

Życie...

c (4)

Zabieram się do tego pisania, jak mucha w smole. Kiedy ten film na TVNie się skończy? Niech już będzie "Kuba...", niech się skończy i niech idę spać (nie, wcale nie jestem senna). Sprawdziłam stronę tvn - "Kuba" dopiero po 22 :/ A z tym "Kubą" to jest tak, że jak był na polsacie to nie oglądałam (bo u mnie się ogląda TVN, nie Polsat, Polsat jest nudny :P), a teraz to też oglądam tylko wtedy, kiedy gościem jest osoba, którą w jakiś tam sposób lubię. Tyle że od początku programu w TVN co tydzień jest jakaś osoba, którą lubię, więc oglądam, a przy okazji śmieję się do rozpuku - śmiech to zdrowie, a w każdym razie tak mówią... A zdrowia to by mi się przydało co nieco, bo przeziębiona jestem: kaszel, katar i takie tam kichanie... I żadnej perspektywy na L-4.

Bo ja teraz na stażu jestem. To się znaczy, że pracuję i to na stanowisku sprzedawca informatyk. Wiecie, taki ze mnie sprzedawca, jaki ze mnie informatyk, ale niech będzie... Napisać Wam mogę jeszcze chyba tyle, że to branża związana ze skuterami, motocyklami... A na tym znam się jeszcze mniej, ale co tam... :D Słuchajcie, już odróżniam manetki od końcówek kierownicy, lampy tylne od kierunkowskazów, i wiem, jak wyglądają uchwyty do lamp przednich! Sama wg siebie robię postępy, może kiedyś mi się taka wiedza przyda. A tak w ogóle to chyba widać ten mój dzisiejszy sceptyzm? Ale to tylko tak teraz. Na codzień rano tryskam humorem i optymizmem - szkoda tylko, że do 16 (czyli godziny, w której kończę swój dzień pracy) jakoś się ten optymizm ulatnia. Pocieszam się jednak, że wraca kolejnego dnia.

A tak w ogóle to naprawdę dawno nie pisałam, ale to właśnie dlatego, że od 10-16 pracuję, potem mam albo korki z polskiego (jeśli to poniedziałek), jeśli środa to po pracy jestem na Akademii Literackiej w Raciborskim Centrum Kultury (skrót: RCK), więc w te dni w domu jestem przed 19. A w pozostałe dni ślęczę nad matmą albo myślę o tym, że wypadałoby poślęczeć lub że muszę wrzucić jakieś rzeczy na dawidową stronę i zastanawiam się, kiedy to zrobić. I na rowerku sobie śmigam - do pracy i z powrotem. Najczęściej po chodnikach albo na ulicach z małym ruchem, albo dużym... zależy jak leży... Bo wiecie, tylko nie mówcie głośno - ja nigdy karty rowerowej nie miałam i w ogóle to za bardzo ruchu drogowego nie lubię, no ale iść 45 minut do pracy, a jechać 20 to jednak różnica, nie?

Dziś otworzyłam Photoshopa, chciałam pokombinować i zrobić jakąś tapetkę, ale znowu brak mi wyobraźni. Doszłam do wniosku, że ostatnio nadaję się tylko do matematyki i pisania wypracowań z polskiego (uwaga: sukces! wychodzi mi analiza i interpretacja wierszy, a w każdym razie już się jej tak nie boję :D)...

A tak w ogóle to niedługo przydzielą mi NIP... muszę w końcu wybrać Fundusz Emerytalny albo sami mnie wylosują... i proza życia kochani. Wy myślicie o kolejnym kolosie, a ja dalej o maturze i wyżej rzeczonych lampach tylnich/przednich etc...

C'est la vie

Tyna, chciałaś notkę to masz :P

19 listopada 2006, 22:07