W niedzielny poranek....

c (5)

Za jakieś pół godziny (jak zaczynam pisać jest 11:00) polscy siatkarze zagrają z brazylijskimi, a ja zasiądę z tatą przed telewizorem i z całych sił będziemy zaciskać kciuki i przeżywać każdą zagrywkę. O emocje! Ktoś kiedyś napisał, że w trakcie oglądania rozgrywek sportowych zwiększa się prawdopodobieństwo zawału. Miejmy nadzieję, że dziś nikomu nic się nie stanie :) Hihi, ci którzy choć trochę mnie znają, mogliby zadać pytanie: Ewa??? Ty siatkówkę oglądasz??? A ja im odpowiem: Kochani, z reguły nie oglądam, bo ja ze sportów to oglądać lubię tylko łyżwiarstwo figurowe sportowe i pływanie, ale jak od każdej reguły są odstępstwa tak i teraz. Bo to nie jest tak, że nie lubię, tylko że jak już oglądam (czy piłkę nożną czy siatkówkę) to strasznie przeżywam. I czasem sobie oszczędzam przeżyć i stresu (choć podobno od stresu się chudnie :P to może on jednak czasem nie jest zły - żartuję :)) W każdym razie na moich (naszych) oczach będzie się odbywało historyczne wydarzenie: Polacy w MŚ po 32 latach! To trzeba oglądać!!! I przy okazji mocno ściskać kciuki :)

Także: TRZYMAM KCIUKI i Wy też TRZYMAJCIE!
ps. A czyż pan z numerem 13 nie jest przystojny? Hihi ;-) Taki trochę do Krzysztofa Zawadzkiego podobny...^_^

3 grudnia 2006, 11:26

"i niebem jesteśmy my wszyscy"

c (3)

Słówko jeszcze ad. poprzedniej notki: cudnie, że srebro ;)

Dziś o aktualizacjach Słów. Tak, tak, to nie jest tak, że zapomniałam o mojej stronce, i że przybywają tylko notki na blogu. Ona się aktualizuje tak po cichutku i tylko Ci wytrwali (są takowi w ogóle?), którzy błądzą czasem po niej, mogą odkryć jakieś nowości...

Ale ad rem:

pojawiły się Cytaty - na razie niewiele, głównie te, które już miałam przepisane i wrzucone w txt. Wciąż czeka na swoją kolej mnóstwo słów mojego ulubionego pisarza Jonathana Carrolla z "Oka dnia" książkowej wersji jego bloga... Naprawdę, znajduje się w niej wiele perełek... :) Ale najważniejsze jego słowa już wrzuciłam: Nie przestawaj dążyć, nie przestawaj marzyć, są one na pierwszym miejscu i tak już pozostanie.

Lista życzeń zwana pięknie na forum - niegdyś CFu,a dziś Artifex - chciejstwami. Czyli taka lista co chciałabym dostać lub co sobie planuję kiedyś-tam-w-przyszłości kupić. Jeśli ktoś chciałby mi zrobić niespodziankę, ale nie bardzo wie czym, to już wie :P A wiecie - Boże Narodzenie się zbliża i moje imieniny ;D

i na koniec niemalże tytułowe słowa jak motyle, czyli moje, czyli piórem napisane. Takie drobiazgi krótkie, które zdarza mi się pisać, a które mam porozrzucane na kartkach w biurku, po plikach txt w komputerze... Takie ulotne motyle, które staram się uchwycić i nie zgubić. Dwa pierwsze teksty są przepisane z mojego pamiętnika, który piszę sobie piórem w zeszycie... "Słowa jak motyle" stricte, chciałabym zadedykować Raganie, która kiedyś przesłała mi swoje "badziewiątka maleńkie". Nie wiem czy kiedykolwiek to przeczyta, ale naprawdę, wiele one dla mnie znaczyły i nadal znaczą...

Kochani, czytajcie, komentujcie, piszcie w księdze, bo to naprawdę bardzo miłe wiedzieć, że odwiedzacie. W końcu strony są bezsensu jeśli nikt poza autorem ich nie czyta.

5 grudnia 2006, 19:04

"Kochaj", brak czasu, PS i jeszcze spotkanie klasowe...

c (1)

Do autobusu, który za 2 zł zawozi mnie do pracy, została mi jeszcze godzina, więc słucham sobie marzenowego "Kochaja" (tytuł pierwotny, rzeknijmy: roboczy, do czasu zaakceptowania go bądź odrzucenia przez instytucję zwaną ZAIKSem, to "Kochaj" oczywiście, tyle tylko, że ja go sobie tak odmieniam...). Przepiękna piosenka, niesamowicie optymistyczna, choć może być też i dołująca, zależy jak kto na nią patrzy, ale ja chcę patrzeć na stronę bardziej optymistyczną. Niedługo będę ją znała na pamięć (o ile już nie znam), bo mój RealOnePlayer jest ustawiony na "Continuous Play". W każdym razie powiem Wam na ucho i w absolutnym sekrecie, że do Kochaja został nagrany teledysk! Teledysk, który jest tak samo przepiękny, jak piosenka, który ma niesamowity klimat. To oczywiście moim zdaniem, ale nie każdy teledysk robi na mnie takie wrażenie, jak ten... Pewnie, że jestem z nim emocjonalnie związana i dlatego mało obiektywna, ale w sumie czy to ważne? Chyba nie :)

Co do marzenowej stronki, to mam nadzieję, że uda mi się w końcu przysiąść do niej i zmienić grafikę (baa! najpierw ją skończyć!), przerobić kod (tj. unowocześnić go i uzależnić od css'a, bo kiedy go pisałam w 2004 to miałam nikłe pojęcie nt. standardów i arkusza styli...), odświeżyć z Marzeną zawartość i treść, i w ogóle, i w ogóle, i w ogóle... Tylko do jasnej ciasnej, gdzie ten czas (tak: Czas tańczy quickstepa na tarczy zegara)?! Wiem, wiem, że powiecie, że jak się chce to się znajdzie czas i ja się też z Wami zgodzę, ale czasem to faktycznie niewykonalne (i tu trochę się naginam i naginam moje własne przekonania...). Dlatego dziś, by pozbyć się w końcu wyrzutów sumienia, które gryzą mnie niemiłosiernie, postanowiłam, że po przyjściu z pracy nie włączam komputera, tylko zasiadam do matematyki i w Internecie popołudniu mnie nie znajdziecie. Ciężkie jest bowiem życie osoby, pracującej, uczącej się i na dodatek w pewnym stopniu uzależnionej od komputera (tego to ukrywać nie muszę i tak wiecie...), czy raczej od swoich stronek. Z jednej strony i tak z niczym póki co nie ruszę, bo nie mam Photoshopa... Jednak ten powinien dojść do mnie w przyszłym tygodniu, więc wymówki już nie będzie. Więcej nt. Photoshopa w przyszłym tygodniu :P

27 grudnia natomiast planowane jest (przez Karo i mnie :P) spotkanie byłych językowców z II LO z lat 2003-2006, mam nadzieję, że przyjdzie nas bardzo dużo, w końcu dawno się nie widziałyśmy/widzieliśmy! :D Przypuszczam, że jeśli ktoś nie wziąłby tego w swoje ręce, to w dalszym ciągu ani terminu, ani miejsca spotkania by nie było. Napisałam więc do Karo, która jest bardziej obrotna i przedsiębiorcza, i jeszcze bardziej przebojowa ode mnie, że musimy coś z tym zrobić, bo jw. inaczej nigdy się nie spotkamy... No i zrobiłyśmy. Zrobiłam później szturm smsowy (po dwa smsy do każdej z 27 osób, którą miałam w telefonicznej książce adresowej!) i mam nadzieję, że po prostu się spotkamy... Byłoby fajnie!

Miałam jeszcze pisać o tylu rzeczach, jakie mi po głowie chodzą, ale widzę, że i tak się rozpisałam! Normalne, jak dla mnie w sumie... Czemu ja tyle nie potrafię gadać, co potrafię pisać??? I z tym pytaniem Was zostawiam! Pozdrawiam i ściskam cieplutko!
E.

Ahaaa i jeszcze PS. Wczoraj wysłałam kartki świąteczne do co niektórych, dajcie znać jak dojdą, bo Poczta coś ostatnio nawala.

14 grudnia 2006, 9:13

życzenia

c (4)

"Nie bójcie się! Oto zwiastuję wam radość wielką, która będzie udziałem całego narodu: dziś w mieście Dawida narodził się wam Zbawiciel, którym jest Mesjasz, Pan." Łk 2,11

Kochani! Chciałabym Wam życzyć (a może pewnie i sobie...), żeby codziennie było Boże Narodzenie. I nie mam tu na myśli tego, że jest wolne od pracy (szkoły), że ubieramy choinki i jemy różnorodne przysmaki, że dostajemy/dajemy prezenty. Bo to też ważne, ale nie najważniejsze... Chciałabym życzyć umiejętności wyciągania ręki na zgodę codziennie, tak jak dziś przy łamaniu się opłatkiem wielu uściśnie czyjąś dłoń i postanowi przebaczyć, przebaczyć z całego serca... Żebyśmy potrafili wybaczać i nie oceniali innych po pozorach... Umieli do siebie mówić bez podnoszenia głosu i słuchać siebie uważnie. Chciałabym życzyć tej zwykłej ludzkiej życzliwości i wiary w drugiego człowieka.

Radości wynikającej z wiary w Narodzenie Chrystusa, sobie i Wam życzy
Ewa

ŻYCZĘ CI JEZUSA
/I WISH YOU JESUS/
Słowa i muzyka: Scott Wesley Brown
Przekład: Paweł Kuciński

1. Mógłbym życzyć Ci radości
i pokoju wciąż,
Mógłbym życzyć Ci też słońca
i pogodnej pieśni głosu.
Mogłem życzyć Tobie szczęścia,
które wyśnisz sam,
[: Lecz życzę Ci Jezusa :]
bardziej niż wszystkiego.

2. Mógłbym życzyć złotych liści,
i gładkiej ścieżki w dal.
Mógłbym życzyć skarbów,
które z marzeń zrobią fakt.
Mogę życzyć Tobie raju
i codziennej tęczy blasku.
[: Lecz życzę Ci Jezusa :]
bardziej niż wszystkiego.
Gdy życzę Ci Jezusa, życzę Ci wszystkiego.

PS. To tekst piosenki, którą sobie przypomniałam kilka dni temu... Zawsze będę życzyła Ci Jezusa, gdziekolwiek będziesz...

24 grudnia 2006, 14:06

Sylwester

c (7)

Sylwester moi mili :) Wy się pewnie zaczynacie teraz bawić, a ja spędzam kolejnego sylwka przed kompem :-) Niee... Ależ nie ma w tym żadnego smutku ani złośliwości, ani niczego innego. Pewnie gdybym się uparła to gdzieś bym się wprosiła (np. do Krakowa miałam jechać na tynkowe zaproszenie :P), ale nie miałabym jak wrócić z tego Krakowa, więc nic z tego ;) Czy żałuję? Wcale a wcale. Bo od dawna Sylwester nie jest dla mnie żadnym powodem do radości, to chyba też tak, jak pisała Ania Wiśniewska na swoim blogu, że panuje niemalże przymus dobrej zabawy tego dnia... I jakoś tak przez to może nie bardzo wychodzi.

Tak w ogóle to powinnam teraz leżeć pod kocykiem, ale mi się znudziło nieco. Mam straszny katar. To nieprawdopodobne ile go się w tych zatokach mieści, tak w ogóle. Ale czuję się już lepiej niż np. w czwartek czy piątek. W sumie powinnam też teraz wrzucać spóźnioną aktualizację na stronę Dawida i pewnie zrobię to za jakiś czas, ale póki co sobie piszę... Z szampana noworocznego nici - jestem na antybiotyku, ale już powiedziałam babci, żeby schowała pod łóżko te pyszne białe wino (czy raczej resztki :P), jakie piliśmy w czasie Świąt, wypiję sobie jak skończę z antybiotykiem ;-)

Jak Nowy Rok to i postanowienia. I moim najgłówniejszym postanowieniem jest przywitać kolejny rok (2008 tak gwoli ścisłości :P) w Krakowie. Z niego wynika mnóstwo innych, m.in. dzień bez matematyki jest dniem straconym, który ma na celu zmusić mnie do systematyczności z robieniu zadań. No i w ogóle... W przyszłym roku o tej porze będę już studentką. I już nie wiem czy EPI czy Informatyki jakiejś... Czy może edytorstwa... Czy jeszcze czegoś... Bo tak jest, jak człowieka za dużo rzeczy interesuje. I mam jeszcze jedno postanowienie, żeby od jutra, codziennie coś pisać nt mijającego dnia, a pod koniec mieć takie równe 365 wpisów. Tylko jeszcze nie wiem czy założę do tego specjalnego bloga, czy po prostu będę to w zeszycie robić czy jak... Ale gdzieś na pewno :-)

Heh... wezmę się teraz za wpisywanie dat urodzin do kolejnego kalendarza na ścianę. Oczywiście artystów malujących ustami i stopami, bo rok bez takiego kalendarza to naprawdę rok stracony. Bawcie się dobrze i wszystkiego dobrego! :-)

31 grudnia 2006, 20:40