Zapach dziecka...

c (3)

Jak to jest, że niektóre dzieci tak pięknie pachną? Pamiętam, jak miałam w okolicach 9-10 lat i urodziła się Młoda, jak lubiłam ją odwiedzać i 'wdychać' zapach, który się wtedy roznosił w mieszkaniu... Niesamowicie piękny zapach czystości, dziecięcej słodkości, niewinności, moja Babcia mówi "zapach miłości". Teraz jest tak samo przy Myszce. Byłam dziś ją odwiedzić do południa, teraz siedzę przed komputerem i nadal czuję jej zapach na swetrze. Kuzynka mówi, że to po prostu proszek i płyn do płukania, ale jakoś nie sądzę, żeby to była zasługa tylko prania w odpowiednich proszkach, których zapach prędzej czy później ulatuje, a zapach dziecka zostaje na dłużej. I co zauważyłam, nie wszystkie niemowlęta pachną w ten specyficzny sposób, bo niektóre owszem, pachną czystością, płynami, ale tylko tym... Może faktycznie w ten konkretny sposób pachną tylko te dzieci, które kochamy :) A małą Martynkę kocham bardzo :):):)

Nie wiem co z tą czerwienią zrobić... Są osoby, które marudzą, że ona strasznie bije po oczach przez co jest nieczytelnie, a są osoby (w tym ja), dla których czerwień jest znośna... Co myślicie? Zmienić całkowicie kolorystykę czy tylko odcień? Bo sam układ bardzo mi się podoba i nie chcę go zmieniać (pomimo tego, że na pewno się pieprzy pod 800x600 :P).

1 lutego 2008, 15:13

Generalnie...

c (0)

Generalnie to mogłabym mieć już ferie... Ale prawie na własne życzenie oblałam wczoraj egzamin. Jeden jedyny raz zrobiłam coś wbrew moim ogólnym zasadom i wyszło nie tak. Zresztą prawie cały wczorajszy dzień był pechowy (na pewno nie miał nic wspólnego z numerologicznymi 4 i 8... a jednak... 8... numerologia mnie też zawiodła ;/), źle spałam, wstałam lewą nogą z łóżka (a zawsze pilnuję, żeby to była prawa!)źle się czułam, nic nie umiałam, oderwała mi się rączka w walizce, przez co naciągnęłam sobie mięśnie w prawej dłoni, przez co bazgrałam gorzej niż lewą ręką. No i te pytania... Pan dr dyktuje... pytanie nr 1 (o kurde... ale może dalej będzie lepiej), nr 2 (cholera!), nr 3 (cholera cholera!), nr 4 (?!?!?!), nr 5 (eee... to może ja już oddam kartkę?). I tym pięknym sposobem po raz pierwszy oblałam egzamin na studiach (i pewnie nie ostatni, sądząc po zeszłorocznym i wróżonym mi i w tym roku pogromie na wstępie do programowania). Pewnie się jeszcze dowiem, że poprawka będzie jakoś w okolicach dwudziestego, co będzie pięknie oznaczało brak ferii... A biorąc pod uwagę, że od 15tego mam się brać za stronę radia... No cóż - będzie wesoło. Ale na własne życzenie to wszystko, wiec mam za swoje, pokornie schylam głowę i muszę się jednak nauczyć tych wszystkich debilizmów, które - jestem pewna!!! - w życiu mi się nie przydadzą. W każdym razie załatwiłam już sobie lokum do kucia w postaci mieszkania na Katowickiej w czasie kiedy Chrzestna jest w pracy, (z daleka od mojego komputera) więc od 9-16 będę się uczyć.

Głowa mnie boli, coś czuję, że mogę być chora, więc zmykam zaraz pod kołdrę z jakimiś tabletkami i byle do jutra.

Wróciłam wczoraj z Krakowa i pędem szybko się przebrać, przygotować i... Ostatki :D Ewa po raz pierwszy w życiu poszła na imprezę w Raciborzu :D Heh, ale było cudnie i mogłam sobie spokojnie odreagować cały dziwny i porażkowy dzień... :)

6 lutego 2008, 21:07

Mgliście

c (1)

Mgła. Mgła totalna, nie widać żadnych świateł na ulicy... Dziwne to zjawisko, świat przypomina mi wtedy jakąś krainę z marzeń sennych, gdzie też nie wiadomo co się za chwilę zdarzy, co zobaczymy po przebyciu iluś tam metrów...
Po raz ostatni taką mgłę za oknem widziałam (a przynajmniej tak pamiętam) w styczniu 2006. Wracałam wtedy z jakiegoś marzenowego występu, cała Opawska opatulona była szczelnie taką białą warstewką czegoś, czego właściwie nie da się dotknąć w żaden sposób, przez całą drogę nie spotkałam wtedy żadnego człowieka, tak jakby pogoda mówiła ludziom: nie ruszajcie się ze swoich wygodnych, ciepłych domów, nie macie tu czego szukać.
Nie wiem dlaczego, ale z mgłą kojarzy mi się scenografia w pierwszych scen Elektry w Słowackim, gdy na całej przestrzeni zawieszone były płachty jasnego materiału, a wszystko podświetlone było jasnym światłem...

Poprawkę mam 19 lutego, wrócę więc chyba do Krakowa jakoś 18stego i zostanę już do rozpoczęcia kolejnego semestru. Chyba...
Głowa mnie boli, tak właściwie nie wiem dlaczego. Faszeruję się codziennie cerutinem i mam nadzieję w chwilach napadu kaszlu, że nie dopadnie mnie żadne choróbsko, tego by mi jeszcze było potrzeba... Rano się uczę, a potem snuję po mieszkaniu od południa do wieczora, nie mając tak właściwie ani chęci, ani siły na cokolwiek innego. Może to zasługa klawiatury przy stacjonarnym - w porównaniu do tej laptopowej chodzi strasznie ciężko i topornie. A po co mam eksploatować baterię lapa? Jutro prawdopodobnie będę robiła kolejną podstronę radiową, to coś pilnego więc czekam właściwie na maila z materiałami.

Wczoraj na akademii czytaliśmy wiersze Haliny Poświatowskiej. Szczerze mówiąc nie przypuszczałam, że może mi się je tak fajnie czytać... Zresztą w ogóle przepadam za czytaniem w czasie AL, to jakaś pozostałość po marzeniach z gimnazjum... Praca głosem! Marzenie... Czasem żałuję, że pozwoliłam sobie zapomnieć tekst "Podróży" Herberta... Że mam dziury w pamięci próbując samej sobie powiedzieć tekst "Romantyczności" Mickiewicza, a przecież tak długo go pamiętałam! Do tego dochodzą jeszcze wiersze "Time" i "His mother's picture" z konkursu recytatorskiego z gimnazjum - coś mi tam jeszcze w pamięci pozostało, może wystarczyłoby chwilę posiedzieć nad każdym z nich... Ale na myśleniu o tym się kończy. W gruncie rzeczy to jestem potwornym leniem...

9 lutego 2008, 20:20

Krótko

c (2)

W czasie rozmowy z Tatą o skąpstwie/hojności Brytyjczyków popisałam się znajomością definicji pojęcia: konserwatyzm (wyjaśniłam Tacie co znaczy to słowo w rozumieniu niejakiego Szackiego). Uff... chyba jednak coś zapamiętuję. Uczę się, od dziewiątej. Tak gdzieś... do pierwszej? Drugiej? Kto to tam wie... A potem bezczelnie się obijam, bo przecież mam prawo, bo przecież się uczyłam całe rano :P I tak dziś dokończyłam czytanie "W krainie kota" Terakowskiej (zaczęłam w sobotę? piątek? coś w tym stylu). Całkiem przyzwoita książka. Co prawda nie porwała jak Potter tom VII, ale wciągała całkiem przyzwoicie. Mocna czwórka na biblionetce :) Teraz czeka "Miłość w czasach zarazy" Marqueza i "Prawiek i inne czasy" Olgi Tokarczuk... Nie wiem co zacząć, chyba Marqueza :)

11 lutego 2008, 23:15

Takie tam plany

c (1)

Przetrzepuję teraz strony, na które niedawno trafiłam, a które mnie zachwyciły (i zdołowały jednocześnie - wiecie o co chodzi), w poszukiwaniu przepięknej zieleni. Zieleń!!! To jest to, czego mi teraz potrzeba. Potrzebę czerwieni zaspokoiłam w momencie kupna czerwonych kolczyków (glamart.fotolog.pl - polecam :)) i teraz chcę zieleni!!! :)

Marzy mi się jeszcze coś... Tak bardzo chciałabym o tym napisać, ale cii... bo się nie sprawdzi, nie spełni itd. Pewnie i tak zabraknie mi odwagi, ale spróbuję... Bo to część noworocznych postanowień, planów, które MUSZĘ zrealizować. Ale trzymajcie kciuki, bardzo proszę :) Przede wszystkim we wtorek o 16:00 (poprawka ;/) i jeszcze w środę... Albo w czwartek, nie wiem kiedy zdobędę się na odwagę.

Po obejrzeniu LEJDIS przypomniało mi się jeszcze jedno marzenie. Znowu związane ze stroną internetową i pewną osobą... Ale boję się, że tego za dużo będzie. Na razie muszę znaleźć wenę na dizajn dla radiowej strony, niebawem zaczynam się ostro za nią brać. W drugiej połowie marca może będę miała kolejne zlecenie. Potwierdza się to, co powtarzam - grunt to mieć dobre znajomości. Co jak co, ale na niedobór pracy to nie mogę narzekać. Rozwija się to wszystko jakoś... CV na pewno zbyt ubogie moje nie będzie. Zresztą i tak wiecie, że najbardziej bym chciała mieć własną firmę i sama decydować z kim chcę pracować, wiecie jak nie znoszę robić tego, co ktoś mi KAŻE.

No i nie znalazłam tej stronki... :( a taka ładna była, mam za swoje że nie włożyłam jej do zakładek...

15 lutego 2008, 20:08

do przodu

c (1)

Zdałam kulturoznawstwo. Na 4,5 - jestem przezadowolona i wreszcie spokojna - koniec z tym cholerstwem na - mam nadzieję - zawsze!!!

Wena moja wzięła se i poszła w momencie, jak skończyłam pisać egzamin. Bo tak jest zawsze, że ona pojawia się wtedy, kiedy absolutnie nie mam na nią czasu. A jak już mam, to bierze się i czmycha. A tak by się przydała...

Jestem w domu! Co chwila spoglądam na absolutnie genialny mój nowy aparat. Umówmy się: jestem genialna, tak? No. Ale umówmy się też, że ten aparat jest 1000 razy genialniejszy ode mnie :D Robi absolutnie piękne zdjęcia na automatycznych ustawieniach (oczywiście, na razie testuję go tylko w domowym zaciszu), ale jasne jest, że mnie ustawienia automatycznie nie satysfakcjonują. Więc będę walczyć, żeby ujarzmić tę cudowną maszynkę... Ach... I pracować później na totalnym manualu. A jest dla czego się starać!!! Na razie cii... Ale mam nadzieję, że uda mi się wywiercić dziurę w brzuchu Ani C., żebym została zaproszona na jakąś próbę spektaklu i mogła cykać fotki... A "Bliżej" jest tak niesamowicie hmm... plastyczny, że aż się prosi o zdjęcia. Nawet nie macie pojęcia, jak mnie korciło, żeby tylko w środę nie wyciągnąć aparatu w czasie spektaklu i nie cykać. Ale o ile na Dużej Scenie uchodzi mi to bezkarnie (cii...), to na Miniaturze, z racji niewielkich rozmiarów pomieszczenia, no nie dałoby się niepostrzeżenie pocykać tego i owego... Trzymajcie kciuki zatem, żeby mi się udało :)

Zwiedzania różnych ciekawych miejsc ciąg dalszy :) Wczoraj odwiedziłam z Marzeną (Marzena w konkretnych celach :P) siedzibę Radia Alfa. I chociaż to wszystko w sumie bardzo malutkie jest to... i tak robi wrażenie :)

Popołudniu czeka mnie wizyta u pana doktora, który ma mi podpisać papierek, że absolutnie mogę i jestem zdolna do... czego? To się okaże w najbliższych odcinkach :D (Już widzę, jak w zniecierpliwieniu wszyscy czekacie :D) A ja tymczasem zmykam do instrukcji mojej nowej przewspaniałej zabawki :)

22 lutego 2008, 13:07

Zmienność

c (4)

I znów inny wygląd. Ale ja już tak mam :) I znowu nic skomplikowanego. Kwiatki to brushe z rainharbour.net. I jest zielono! :)

Ależ dziś pięknie słońce świeciło! I nie dość, że świeciło to jeszcze grzało! Och, żeby tak już się utrzymało... Tymczasem w prognozie pogody na tvn przewidują znowu oziębienie jakoś pod koniec najbliższego tygodnia. A ja chcę JUŻ zdjąć tę kurtkę i chodzić w płaszczyku i normalnych butach!!!

Jutro już niestety zaczyna się II semestr. Tj. stety, że zaczyna się dla mnie (bo wiem, że sobie "zasłużyłam" na kolejny semestr, ale chyba wolałabym mieć jeszcze wolne i ferie... Wizja kończenia zajęć w okolicach 19-20 zupełnie mnie przeraża :( Halo!!! Przecież ja jestem na studiach DZIENNYCH!!!

Spać mi się chce :( No to idę... Tak, wiem, że ten wpis jest o niczym, ale co ja Wam tu będę...

24 lutego 2008, 22:16