Ciastko
Wiecie w jaki sposób zjeść ciastko i mieć ciastko? Nie? To ja Wam powiem :) Trzeba kupić dwa ciastka! :] Wiem, że strasznie to odkrywcze :) Dzisiaj do tego doszłam, przed chwilą właśnie zjadłam jedno ciastko na biszkopcie z kremem i galaretką, a drugie będzie na jutro :) To tak w ramach słodzenia weekendu i walczenia z Emmą, która gdzieś tam sobie wieje. Chwilowo się rozpogodziło w Krakowie, do tego stopnia, że gdy podchodzę do okna i zadzieram wysoko głowę, dostrzegam niebieskie niebo :) Troszkę przypomina mi się pogoda w Irlandii... Ach, jak ja bym sobie tak teraz poleciała na Zieloną Wyspę... Jedną z przyjemniejszych sytuacji związanych z zeszłoroczną moją Wielką Podróżą był lot samolotem, dla mnie, osoby zakochanej w chmurkach, niesamowite przeżycie, a widok wschodu słońca wysoko w górze to najpiękniejszy widok, jaki kiedykolwiek w życiu widziałam...
Wczorajszy czat z Marzeną myślę, że można uznać za udany... Co prawda szalenie się bałam, że nikt nie przyjdzie, że polchat nawali (trochę nawalił, bo nie zadziałała komenda transcript wysyłająca zapis czata na maila, więc musiałam robić screeny, a teraz musimy je przepisać...), że rozłączy tak zupełnie Marzenę, że... dużo tego. Ale jak zwykle martwiłam się na zapas :) Było bardzo sympatycznie i jako moderatorka miałam pełne ręce... pytań :) Udało się, drugi czat marzenowy, pierwszy był cztery lata temu też dwudziestego dziewiątego lutego, taka wyjątkowa data...
W piątek mój aparat przejdzie chrzest bojowy - występ Marzeny. Co prawda jestem prawie pewna, że nie wyjdą z tego żadne genialne zdjęcia - po prostu jeszcze zbyt słabo mam opanowaną obsługę tego cacka, ale w każdym razie będę miała okazję sprawdzić ustawienia automatyczne :)
Za trzy tygodnie Wielkanoc... Tak bardzo jestem ciekawa... Zawsze to były bardzo szczególne dla mnie święta...
1 marca 2008, 15:31
Trivia
Jest dziwnie o ile mogę sobie pozwolić na szczerość, a myślę, że mogę. Ulubionym moim słowem ostatnio jest słowo jakoś. Bo tak właściwie jest... Słucham Marzeny, tak ostatnio bardzo często, i czekam... Czekam na jakąś informację dotyczącą soboty. Przeglądam notatki z logiki i staram się cokolwiek zrozumieć, bo zgubiłam się z zamiennikami symboli: każde są - niektóre są - żadne nie są - niektóre nie są (odpowiednio: a - i - e - o)... Jakoś to będzie. W sumie cieszę się, że zaczęły się zajęcia, że mam co robić (nawet jeżeli niekoniecznie mi chce mi się cokolwiek w danym momencie robić), jakoś tak inaczej się żyje, kiedy ręce są pełne roboty. Całe szczęście nie pada już tak intensywnie, bo założę się, że jeszcze jeden, dwa dni ciągłego deszczu i skończyłoby się to u mnie depresją... Słońca pragnę!!! I chyba najchętniej bym teraz wskoczyła do samolotu i poleciała do jakiegoś słonecznego kraju... Marzenie... Kiedyś pojadę.
Wpadłam ostatnio w wir zakupów... Zaczęło się od butów - poszłam z Marteczką po rajstopy - wróciłam z butami. Później polazłam po szalik - nie było. Wróciłam z czarnym paskiem (za którym chodziłam chyba dwa miesiące! wyobrażacie sobie jak trudno kupić w miarę prosty pasek?) i okularami przeciwsłonecznymi (tego dnia właśnie słońce przestało intensywnie świecić - dosłownie w momencie kiedy wyszłam ze sklepu :/). A wczoraj i dziś kolejne szaleństwa - cztery bluzki, spodnie i spódnica... Zakupy na dobre kilka miesięcy (ekhem... :D), bo znalazłam sklep, w którym podoba mi się absolutnie wszystko... i całe szczęście nie jest to żadna sieciówka :) no i w końcu rozmiarówka nie jest przebrana i znajduję rzeczy pasujące na mnie :))) (tak jest, kiedy nosi się absolutnie uniwersalny rozmiar 36/38 jak chyba 80% dziewczyn w Krakowie). Nic tak nie poprawia humoru jak zakupy :) /spódnica jest absolutnie cudowna, choć raczej na specjalne okazje/
Ja chyba jestem w chwili obecnej w stanie pisać tylko o banalnych, powierzchownych rzeczach, nie oczekujcie ode mnie głębokich myśli (zresztą chyba tutaj nigdy takich nie było), ale gdy zobaczyłam 19 wejść na bloga dzisiaj to postanowiłam coś napisać (uwierzcie, że to już coś, skoro na codzień jest maksymalnie 10 :P).
Uwielbiam przeglądać statystyki... A szczególnie to jakie ludzie hasła wpisują w google, żeby coś znaleźć, a wchodzą na tego ownloga. I co mnie jeszcze zastanawia: kim są ci ludzie, którzy w google wpisują moje imię i nazwisko, i dlaczego mnie szukają :)
5 marca 2008, 23:44
___
"Zaakceptuj fakt, że urodziłeś się samotny, jesteś samotny i będziesz samotny. Być może masz żonę, dziewczynę, przyjaciela, żyjesz wśród ludzi - ale oni są samotni w ich własnej samotności, a ty jesteś samotny w swojej własnej samotności. Jesteśmy obcy. Być może żyjemy razem, ale nasza samotność jest zawsze z nami." (Osho). za: mk.ownlog.com
Prawdziwe jak cholera... I nawet jeśli chciałabym się przeciw temu buntować, nie mam siły.
Zakładam okulary przeciwsłoneczne i wychodzę...
Więc tul mnie i pieść
Aniołów to pieśń
- J.Steczkowska
9 marca 2008, 10:13
Słońce
Założyłam fotologa. Teraz czekam na chwilkę uzasadnionej bezczynności, żeby zrobić jakiś szablon i heja ze zdjęciami... Po prostu myśl o fotologu za mną chodziła od dłuższego czasu i w końcu uległam... A dlaczego uzasadnionej bezczynności? Bo coś przeczuwam, że zaczyna mi się totalny młyn: z jednej strony zobowiązania, które zdecydowałam się podjąć, a z drugiej totalnie niezrozumiały dla mnie język programowania C, nad którym wypadałoby kilka godzin spędzić... A tu zawsze coś na głowie.
Weekend w domu bardzo aktywny. Chyba powinnam napisać "w domu", bo zbyt długo to tam nie posiedziałam... Ale co jak co, piątkowy wieczór i noc ;) niesamowita :) Uwielbiam takie chwile - bardzo pozytywne i do tego dodają energii, która ostatnio jest mi potrzebna. Tak jak i słońce! Wyglądam przez okno i buzia mi się rozdziawia w uśmiechu - świeci!!! Jest jasno!!! :))) Nawet nie wiecie, jak mi tego słońca potrzeba...
Zmusiłam siebie wczoraj do powiedzenia: "weź nie marudź!". Więc mam zamiar nie marudzić tylko rzucić się w wir obowiązków :) W końcu tego chciałam :) A w przerwach czekają na mnie dwie motylowe książki "Szkatułka z motylem" Montefiore Santy i "Kolekcjoner" Johna Fowlsa, którą "zwinęłam" w sobotę D. :D
10 marca 2008, 11:14
No to nie marudzę
Grzecznie przesiedziałam dzisiaj na wszystkich zajęciach, mimo najszczerszej chęci urwania się z wykładu z matematyki... Potem spałaszowałam przepyszną wuzetkę i siadłam do photoshopa... Jakąś godzinę temu skończyłam i kurczę... nie przypuszczałam, że to tak szybko pójdzie. Póki co wstrzymuję się przed wysłaniem tego, co zrobiłam, chcę jeszcze spojrzeć na projekt rano świeższym okiem :) Ale - odpukać - póki co mi się podoba. Tynka powiedziała, że jej też :)
Teraz może pójdę się przebrać w piżamkę? To byłby dobry pomysł... Czeka na mnie jeszcze siedzenie nad programami w C, a muszę posiedzieć nad tym, bo nie będę jutro zupełnie wiedziała o co chodzi na ćwiczeniach... Na jutro z kolei mam zaplanowane siedzenie nad lispem na logikę czwartkową... I może uda się zajrzeć do "Kolekcjonera"? Byłoby maks fajnie :-)
EPI przenoszą w lipcu na kampus... Totalne zadupie :( i skończy się dochodzenie na zajęcia w 6 minut :((( No i te korki... i jazda autobusem... - choroba lokomocyjna mnie wykończy ;((( (nie marudzę, tylko mi smutno :()
Nutki dnia: Natalia Lesz
11 marca 2008, 22:34
Huśtawka
Piję kawę zbożową. Dziś znowu wolałabym zostać w łóżku, zatracić się w fabule "Kolekcjonera", nie istnieć. Ostatni czas przypomina ogromną huśtawkę - dzisiaj znowu jestem na dole i znowu wraca wszystko co udało mi się gdzieś zakopać - widać niezbyt głęboko. Po raz kolejny wezmę łopatę i będę kopać, sama. Tak jak z tego cytatu - wszyscy w sumie jesteśmy sami, nawet jak odważysz się krzyknąć i ktoś to usłyszy i tak zostawi cię samemu. Ucz się pływać. No to dobra, odwracam się na plecy i płynę, bo tylko tak potrafię sama.
Urszula Kozioł
DOPÓKI
Budzę się myślę o tobie
myślę o tobie wstaję
wychodzę myślę o tobie
i myślę o tobie gdy wracam
tak mało mamy czasu
zostań nie odchodź nie odchodź
tak mało mamy czasu
zostań dopóki pamiętam
dopóki jeszcze pamiętam
wyłącz gaz
dopóki jeszcze pamiętam
zaświecę światło lub zgaszę
kochaj mnie
kochaj kochaj
dopóki jeszcze pamiętam
jak mam na imię
dopóki jeszcze pamiętam
zatrzaśnij drzwi przed tą ciszą
nie widzisz jak coraz śmielej
połyka nas po kawałku
nie uważasz że śmierć
jest siarczystym policzkiem
jest policzkiem na odlew
wymierzonym przez nicość
ach nie pozwól nie pozwól
dopóki jeszcze pamiętam
by dawała nam w pysk
tym zimnym piszczelem kostuchy
dopóki jeszcze pamiętam
nie powtarzaj nikomu
że zastałeś mnie w domu
w takim nieładzie umysłu
nie chcę zostać w tym domu
wolę hotel
pejzaże
oglądane w migawkach
z pędzącego pociągu
dopóki jeszcze pamiętam
zamknij gaz
dopóki jeszcze pamiętam
światło wyłącz
kochaj mnie
kochaj kochaj
dopóki jeszcze pamiętam
jak mam na imię.
Dopóki jeszcze pamiętam
zostawię ci parę słów
żebyś przy sobie coś miał
kiedy wybije godzina
dopóki jeszcze pamiętam
- nie udawaj że słuchasz
przecież widzę jak błądzisz osobnymi myślami - -
każde z nas zaprzątnięte
osobnymi myslami.
Dopóki jeszcze pamiętam
zostań przy mnie.
Wiem, że może nie bardzo pasuje do tego co napisałam, ale chciałam go tu przepisać. Wiersz pochodzi z ostatniego tomiku autorki "Przelotem", jego recenzja prawdopodobnie znajdzie się w kolejnym Almanachu Prowincjonalnym... Jak go czytałam po raz pierwszy na AL niesamowicie we mnie wszedł, dawno czytanie jakiegoś wiersza nie dało mi tyle emocji...
13 marca 2008, 9:08
O tym, że dwie wuzetki...
zjedzone pod rząd to przesada... Strasznie boli potem brzuch. Ale przynajmniej nie jest się szybko głodnym. Mam błyskawiczne trawienie - jestem głodna w godzinę-dwie po jedzeniu, więc aby wysiedzieć wczoraj na wykładach pochłonęłam dwie wuzetki...
Jestem tak szalenie niecierpliwą osobą, że aż głowa mała. Chcę wszystko na już (no dobra, nie wszystko, tylko moje zdjęcia!!!)
Najsmutniejszym momentem podczas jedzenia czegoś bardzo pysznego jest ta chwila, kiedy spostrzegasz, że został ci ostatni kawałek.
Jeśli stwierdzicie po tym wpisie, że nic nie robię tylko jem - to macie rację. Ale pozwalam sobie na to - dziwnym trafem w przeciągu ostatnich dwóch tygodni schudłam dwa kilo... I poza tym święta niebawem... Mam nadzieję, że uda mi się wrócić we wtorek do domu...
Jeśli już jestem przy zdjęciach - Ania jest na okładce kwietniowego Twojego Stylu. Wygląda przepięknie :)
14 marca 2008, 13:54
Ping-pong
Umówmy się - w tej dziedzinie życia nie jestem w ogóle uzdolniona :D Ale w ogóle nie przeszkadzało mi to w świetnej zabawie :-) O czym mówię? Wczoraj miał miejsce pierwszy (bo mamy nadzieję, że nie ostatni) turniej ping-ponga części I grupy szanownego EPI :-) Skorzystaliśmy z gościny Marysi i graliśmy (niektórzy - czyt. ja - udawali że grają, ale żeby oddać sprawiedliwość, czasem udało mi się odbić piłeczkę rakietką :D). Było fajowo :)
Dziś wybieram się męczyć moje guru matematyczne :) Biedna Ania, byleśmy nie utknęły w limesach na amen...
Niedziela palmowa... No to zaczynamy. Czuję, że czas trochę przeciekł mi przez palce...
ps. Fotolog już jest! :) 16th August. Dlaczego ta nazwa? Bo to dalece posunięta numerologia i znaczenie cyfry cztery w moim życiu :) Bo właśnie z daty urodzenia wychodzi, że jestem numerologiczną czwórką, do tego urodziłam się w sierpniu (czyli 4 x 2), do tego szesnastego (czyli 4 x 4), a czwórka to cyfra szczęśliwa. Więc może to wszystko to bzdura, ale ja wierzę we wszystko co mogę zinterpretować na swoją korzyść, a jeśli mam możliwość wierzenia, że generalnie jest mi przeznaczone szczęście - to dlaczego nie :) Afirmacja, pozytywne myślenie... :-)
16 marca 2008, 9:11
VanillaStudio.pl
Powinnam się rzucić do Wisły tak, jak komuś obiecałam, ale... oczu oderwać nie mogę:

. Zescreenowałam tę fotkę i wrzuciłam na pulpit... Przy okazji podaję linka i serdecznie zapraszam na stronę, jak i do Radlina: VanillaStudio.pl, bo żadna reklama nie jest zła ;)
A ja dalej czekam ;) Póki co mam kilka fotek z 'afterparty' po mojej sesji, więc się mniej niecierpliwię :)
17 marca 2008, 21:47
Chora
Jestem zrozpaczona. Jestem nic nie mówiąca. Jestem chrypiąca, kaszląca i... sama nie wiem jaka jeszcze. Dlaczego ja muszę być chora właśnie TERAZ? Kiedy zaczyna się najpiękniejszy dla mnie okres świąteczny w roku??? I co, i mam nie usłyszeć w tym roku przepięknego dźwięku wszystkich dzwonów i dzwoneczków, które harmonijnie brzmią przez kilka minut by umilknąć do soboty i dać się zastąpić przez kołatki...? Dla niektórych może się to wydawać idiotyczne, ale dla mnie moment ten jest zawsze niezwykle poruszający... Nie wiem co robić...
Podłączyłam internet bezpośrednio pod laptopa. Wcześniej musiałam włączać stacjonarny i wtykać kabel sieciowy, teraz mam modem multimo bezpośrednio przy lapie, mogę przez to dłużej siedzieć w nocy nie przeszkadzając Rodzicom w spaniu... I siedziałam wczoraj to 00:30... Najpierw trochę kodowania strony Loży, a potem usiłowałam napisać algorytm do jednego z zadań przygotowujących do kolokwium ze wstępu do programowania. Naprawdę nie wiem jak zaliczę ten sprawdzian :( Kompletnie mi to nie idzie...
Za oknem zima - załamuję się jeszcze bardziej...
Dostałam w nocy jedno zdjęcie i... zresztą sami zobaczycie niebawem...
20 marca 2008, 8:06
'What does your Birthdate mean?'
- August 16 -
You are very independent and fearless. You have a lot of pride in yourself, and have confidence that you can do anything you put your mind to.
Positive Traits:
technically brilliant, innovative, creative, analytical, original
Negative Traits:
emotional repression, misanthropy, irrational, cynicism, coldness.
Check what does your Birthdate mean
21 marca 2008, 10:58
...
Moje ukochane święta, a wyszło jak wyszło... Nici z uczestnictwa w uroczystościach Triduum, a czekałam na to cały rok, bo je po prostu uwielbiam... Przez chorobę mnóstwo mało pozytywnych myśli, masa łez, żalu, tęsknoty, a wszystko ciągle z chusteczkami pod ręką (teraz zamieniłam chusteczki na rolkę papieru toaletowego - jakiś tak delikatniejszy...). Ale powoli już wracam do życia, dzisiaj już wyszłam, już trochę silniejsza, mniej ataków kaszlu. Przepiękne słońce i jakoś tak raźniej, przed chwilą znowu sfotografowałam zachód (fotolog). I wybieram się na Wigilię Paschalną o 22, tego po prostu nie mogę opuścić, bo umrę z żalu. Ale jak wyżej - czuję się już lepiej :-)
C leży i kwiczy... Za Chiny nie wiem jak zaliczę ten sprawdzian... I mówię tu absolutnie poważnie...
Wrzuciłam na naszą-klasę to jedyne zdjęcie, które mam (Szymon obiecuje, że we wtorek będą kolejne :P) i szczerze mówiąc nie spodziewałam się tylu komentarzy i miłych słów :-) Bardzo miłe uczucie :-)
22 marca 2008, 18:14
Damien Rice - The Blower's Daughter
And so it is
Just like you said it would be
Life goes easy on me
Most of the time
And so it is
The shorter story
No love, no glory
No hero in her sky
I can't take my eyes off of you
I can't take my eyes off you
I can't take my eyes off of you
I can't take my eyes off you
I can't take my eyes off you
I can't take my eyes...
And so it is
Just like you said it should be
We'll both forget the breeze
Most of the time
And so it is
The colder water
The blower's daughter
The pupil in denial
I can't take my eyes off of you
I can't take my eyes off you
I can't take my eyes off of you
I can't take my eyes off you
I can't take my eyes off you
I can't take my eyes...
Did I say that I loathe you?
Did I say that I want to
Leave it all behind?
I can't take my mind off of you
I can't take my mind off you
I can't take my mind off of you
I can't take my mind off you
I can't take my mind off you
I can't take my mind...
My mind...my mind...
'Til I find somebody new
25 marca 2008, 8:53
Niemożliwe nie istnieje & zapracowana...
Posypało się ostatnio trochę tych zleceń. Chwilami wpadam w ogromną panikę, że nie dam rady, że tego wszystkiego jest za dużo, że nie mam czasu się uczyć, czytać, żyć. W żadnej innej dziedzinie życia nie powodzi mi się ostatnio tak dobrze, jak właśnie tej "zawodowej" (bo przyznajcie, jaki to tam mój zawód jeszcze ;)). I to jest w sumie bardzo dobre. Mam co robić, mam powód, żeby się ciągle rozwijać. Niedawno dostałam przesympatyczną wiadomość, w której ktoś mi napisał, że lubi moje grafiki. Naprawdę cudowne uczucie coś takiego przeczytać. Umówmy się, nie robię stron tylko dla siebie, co nie? Tak więc jest co robić i staram się powstrzymać czarne myśli i... wykonywać co do mnie należy (stąd m.in. ta dzisiejsza pora). Zresztą ostatnio tak chodzę spać - koło pierwszej... Dla mnie rzecz dziwna, bo zwykle się kładłam około północy. A tu nie dość, że ta godzina dłużej, to jeszcze budzę się jakoś w okolicach 6:30 (we wt. tak było, śr. i czw.). Dzień jest dłuższy. To jest też tak, że ja sama widzę, że robię postępy, właśnie te graficzne. Maru to ja nigdy nie będę, ale do czasu kiedy nie będę miała ludzi od grafik, muszę sobie jakoś radzić. Teraz usilnie myślę nad tym jaki zrobić top na stronie radia. Niebawem przyjdzie mi się zmierzyć z nową grafiką u Dawida (dziś zrobiłam "zaślepkę" ;)), później u Marzeny. I właśnie jakoś się to kręci... Zresztą nie mogę powiedzieć, żeby towarzyska dziedzina mojego życia jakoś mnie ostatnio absorbowała, więc czas mam. A zresztą jest podobno coś takiego, że jak się uważa, że się nie ma czasu, to wtedy trzeba wziąć sobie kolejne zobowiązanie na plecy, wtedy się okaże, że jednak dajemy radę. Że wraz ze wzrostem ilości obowiązków, wzrasta nasza umiejętność rozplanowania i organizacji czasu.
Sprawdzian z C wygląda na to, że jednak zdam. Ale miałam więcej szczęścia niż rozumu... Trzeba klepać kody i myśleć nad algorytmami. Najważniejsze dla mnie, że w sumie to jest właśnie to, co lubię. Nie mówię, że jest łatwo i że się tego nauczę ot tak... Wkurzam się, kiedy mi program nie działa, choć na mój rozum powinien chodzić. Każdy język, także ten programowania wymaga, żeby nad nim siedzieć :) A póki co jakoś zwycięża moje lenistwo :D
I najważniejsze na koniec, jak złota myśl: Niemożliwe nie istnieje, taki mam plan na najbliższy czas - uwierzyć w te słowa i w końcu ruszyć tyłek i realizować to jedyne postanowienie na 2008 rok :-)
28 marca 2008, 0:31
...
CarrollBlog 5.4
"Vanilla is white. Chocolate is brown. Strawberry is pink." The woman says these facts slowly to her small child. They stand together in front of the store's ice cream display. Mama is teaching her daughter what's what and which is which. The child steps closer to the window and presses both hands and her forehead against the glass. Stationed so, she repeats what she's heard except she gets it wrong. Pointing to the vanilla, she says "brown is chocolate." Mama steps forward and gently taking the girl's hand, moves it to where the chocolate sits in its round tub behind the glass. "No, *that's* chocolate. It's the brown one, see?" The child looks at the chocolate ice cream, and then up at her mother. "But it doesn't taste brown." She points again at the vanilla. "THAT one does."
29 marca 2008, 10:12