trochę...

c (2)

Trochę się gubię. Jest tak szalenie zmiennie... Ale pomimo wszystkiego ostatni czas chyba dobrze na mnie wpływa. Nie wiem co będzie, jak w końcu się skończy to, co teraz wywołuje uśmiech na twarzy, ale pewnie też dam wtedy radę. Bo generalnie do tego jesteśmy stworzeni. I staram się nie pamiętać, jak było źle. Noszę głowę wysoko i nie boję się spojrzeć w oczy, jestem warta o wiele więcej niż ty sobie o mnie myślisz. I dumna jestem z tego, że sięgam coraz wyżej i wyżej. Może nigdy nie spojrzę na nikogo z zawiścią w oczach, bo ja mam odwagę marzyć, a ty już tylko po pachy tkwisz w codzienności i jest mi cię żal tak bardzo.

Słońce. Pogoda. Wszystko co dobre ostatnio jest na literę P i S.

Chciałabym wiedzieć czy te słowa są u Ciebie z przypadku czy w jakimś konkretnym celu. Chciałabym wiedzieć czy nie spieprzyłam czegoś znowu zanim się zaczęło...

Marzę o pięknych butach widzianych w Galerii Krakowskiej.

1 kwietnia 2008, 0:46

z biegiem lat

c (1)

Odmień sen odmień dzień
za progiem światła znajdź mnie
i moją bądź

Niech się zdarzy jeszcze raz
Wszystko to, co nie powtarza się,
Wszystko to, co nieuchwytne jest.
Musisz tylko chcieć na oka mgnienie
Cofnąć czas
I niech ciąg dalszy ma
Sentymentalna gra,
Niemodny serial serc.

Z biegiem lat. muz.A.Zieliński, sł.A.Kuryło

Absolutnie uwielbiam tę piosenkę... I w tym momencie błogosławię swojego Sony za to, że tak rewelacyjnie nagrywa i ściąga dźwięk, mogę sobie słuchać i słuchać marzenowego i dawidowego wykonania, kiedy tylko mam ochotę, nie muszę czekać na kolejny występ ich wspólny... :-)

Boję się nawet myśleć... Że to wszystko zrobi puff i zniknie... Wiosna, wiosna, wiosna - zostań, proszę! :)

2 kwietnia 2008, 0:45

CSS naked day

c (1)

Co się stało z grafiką na stronie?

Dzisiaj jest
CSS GOŁY DZIEŃ
.

Zawsze chciałam wziąć w tym udział :) Nie mogę tego zrobić na żadnej stronie "moich artystów", bo są zbyt reprezentacyjne, ale u siebie, na ownlogu, dlaczego nie? :)

5 kwietnia 2008, 9:58

To dobrze...?

c (1)

Ludzie przychodzą i odchodzą. Wszystko ma swój czas. I to dobrze, że przychodzą, ale co zrobić, kiedy czujemy że przychodzą już trochę za późno? Że czekaliśmy na nich miesiąc - dwa temu, a teraz już potrafimy sobie dać bez nich radę. Czy zamknąć wtedy otwarte wcześniej ramiona, czy też dać im szansę?

Nie wiem, nic nie wiem...

Maraton, prawdziwy maraton. Czuję się szalenie zmęczona, ale też i zadowolona (choć nie do końca). Strona Loży już w sieci. Przy okazji dowiedziałam się czegoś nowego o lightboxie i thickboxie, o tym z jakich bibliotek korzystają i czemu lightbox kłóci się w playerem video. Pouczająca przygoda...

Idę na zajęcia...

8 kwietnia 2008, 12:02

Coś optymistycznego?

c (3)

O Wy marudy straszne! Tynka marudzi, że nie ma co czytać (jakby nie wystarczyło, że z nią rozmawiam :P), a Aneczka że ciągle pesymistycznie piszę, co jest nieprawdą, bo mój pesymizm się skończył wraz z chorobą - mniej więcej po świętach (pomijam dzisiejszą rozpacz, gdy rozbiłam słoiczek pełen mojego ulubionego oregano i nie mam co na roztopiony serek żółty sypać :( /Sz. obiecał że mi kupi nowe oregano, ale wiecie - obiecanki cacanki :P:P/). W każdym razie ja jestem pełna pozytywnych myśli tylko o tym nie miałam czasu pisać!!! :D

Kraków się zmienia. A może to ja się zmieniam, nie wiem, w każdym razie Kraków mi pięknieje. Może to na wiosnę, nie wiem... Ale już kolejny raz w tym tygodniu zachwyciły mnie chmury. Najpierw we wtorek - przepiękny zachód słońca nad Wisłą (trafił prosto na pierwsze miejsce w mojej liście krakowskiego nieba), potem błękitne niebo i dziś przepiękne kolorowanie i udrapowanie chmur nad Rynkiem... Pięknie...

Zrobiłam sobie dziś wycieczkę na Kurdwanów (kilka zdjęć na 16thAugust) do Intimo. I lekka załamka... Chciałam sobie zostać dobrze ostanikowaną to teraz muszę cierpieć, bo choć te wszystkie staniki takie piękne i kolorowe, to i tak to co bym chciała w obwodzie 60 nie występuje. No i bądź tu sobie szczupłą... Absolutnie nie ma czego zazdrościć, gdy każdy kosztuje w okolicach 150-200zł... a i tak o pięknych halfcupach mogę sobie pomarzyć... albo o takim straplessie... albo o boskiej czerwieni i wąskich ramiączkach!!! No ale przynajmniej mi obwód nie podjeżdża na plecach... I jak biegnę nie występuje u mnie efekt jojo. Nooo... jednak było warto dać się nawrócić :) Przy okazji zapraszam wszystkie Czytelniczki do naszej sekty: Lobby :)

W każdym razie pomijając już bieliźniane tematy... Powietrze ostatnio tak pięknie pachnie... Nie chciałam wracać z Kurdwanowa, tam tak pięknie, tak spokojnie, zupełnie inaczej niż w centrum (co nie znaczy, że Starego Miasta i miejsca w którym jeszcze mieszkamy nie lubię! :D), tak zielono!!! Niesamowicie pięknie... I w takich chwilach zaczynam kochać wiosnę coraz bardziej, i to że można spokojnie wyjść bez płaszczyka, bo jest taaak ciepło :))) Absolutnie bosko! :)

Jutro impreza urodzinowa Justyny, aaa.... będzie fajnie :) Strasznie lubię dziewczyny z mojej grupy, myślę, że już całkiem nieźle się zgrałyśmy o czym mogą świadczyć chociażby nasze dzisiejsze zakupy :P I mogę powiedzieć, że to przez nie wyszłam dzisiaj z Reserved z dwoma spódnicami, które... umówmy się - tanie nie były :D Konto mam wyczyszczone, ale... warto było :)

Coraz fajniej w tym Krakowie, no :D

11 kwietnia 2008, 21:59

Fortuna kołem się toczy...

c (2)

Tak sobie teraz pomyślałam... Słuchając śpiewu jakiegoś ptaszka, że tak bardzo chciałabym się obudzić w okolicach szóstej i wyjść na spacer. Kiedy miasto jest jeszcze leniwe i niewyspane, jeszcze niewyraźne w świetle wschodzącego słońca. Tak jak w zeszłym roku, moje wstawanie tuż po świętach Wielkanocy, aby sobie pobiegać po parku, zatęskniłam za Raciborzem, bo już raczej nie wstanę tak wcześnie w kwietniu i nie wyjdę sobie do lekko mglistego parku.
Jakoś tak nostalgicznie mi się zrobiło...

Gryzie mnie coś, to nie jest tak, że jest absolutnie idealnie. Nigdy nie jest. Ale nauczyłam się powtarzać, że jakkolwiek by nie było naszym zadaniem jest po prostu wstać i iść dalej. Nawet jeśli znowu nie wiem czego chcę i jedyną pewnością jest to, że usiądę dzisiaj nad podstroną Onmusic i wydrukuję basiowy i swój projekt na jutrzejsze bazy, do kościoła pójdę do Dominikanów na dwunastą, a może nawet dziesiątą trzydzieści, po mszy pospaceruję jak zwykle po Rynku; a na obiad będzie sałata lodowa z pomidorkami, papryką, ogórkiem i rzodkiewką (właśnie napisałam ją przez "ż", chwała FireFoxowi za podkreślanie błędów!!!) polana jakimś sosikiem Knorra. No i to że jeszcze umyję włosy. Aha, no i jeszcze obejrzę trzeci odcinek "Teraz albo nigdy!". Całkiem sporo tych pewności,, choć nie to czego bym może sobie życzyła...

Odpoczęłam. Od wtorku nie ruszałam kodu, zregenerowałam siły, można wracać do pracy i jak to napisała moja kochana M.: "Bo jakie jest najlepsze lekarstwo na doła? Pracować!". Tak bardzo bym chciała, żebyś nie musiała mieć doła, żeby oni się odezwali, żeby... Czasem miałabym ochotę krzyknąć z bezsilności.

Serce ciągnie mnie do Photoshopa, ciągnij, kochane, dalej mamy wiele pomysłów do zrealizowania: RA, DK, MK... Wszystko stoi w kolejce.

Ciekawe czy na Krowoderskiej odżyje moja paprotka. Szczerze? Nie chcę się przeprowadzać, za blisko stąd do Wisły, za blisko... ledwie nauczyłam się to kochać...

Na koniec coś co powstało trzynastego czerwca dwa tysiące siedem, jakoś tak mi się skojarzyło z nastrojem dzisiejszego poranka...

Jeszcze nie dość brudne
stopy od deszczu

Jeszcze nie dość szczerości
zaklętej w słonych kroplach

Pragniemy
Czekamy

Zamykamy maleńkie szczęścia
w szorstkich dłoniach

I wciąż jeszcze nie dość nam...

13 kwietnia 2008, 9:28

Naukowo

c (1)

Wczoraj wieczorem poległam z matematyką - nie dałam rady zrobić zadań, nie potrafiłam. Dziś po prawie czterech godzinach siedzenia nad jednym programem także musiałam spasować. Nie idzie mi to, zupełnie nie idzie. Tymczasem za tydzień czeka mnie sprawdzian z programowania dużo trudniejszy od tego pierwszego, nawet nie wiem jak się do niego nauczyć. Czas przecieka mi przez palce, a jedyną rzeczą jaką mam ochotę zrobić to usiąść na łóżku z królikiem w rękach i patrzeć się tępo przed siebie. Znowu bez energii. Tymczasem patrzę się tępo w ekran mojego lapa i przypomina mi się fragment "Stepów Akermańskich": jedźmy, nikt nie woła.

Bo to pogoda się zmienia, bo jutro ma padać deszcz, bo słońcu jest za zimno i schowało się za chmurami... Bo przecież każda bajka kiedyś się kończy.

15 kwietnia 2008, 23:50

"They say I'm different"

c (1)

Spałam jakieś cztery godziny. Wczorajszy wieczór szalenie nerwowy, ale nie chcę tu się rozpisywać, nie chcę przekazywać Wam złych emocji, nie ma to najmniejszego sensu, bo ta osoba nie jest warta, żeby o niej wspominać. Starczy tylko powiedzieć, że nikogo na świecie nie darzę tak wielką antypatią jak jej.
Wczesna pobudka, o ile zwykle nie potrafię się obudzić przed ósmą, to dziś obudziłam się sama jakoś ok. 4:30, nie mogłam się doczekać, żeby już wsiąść do pociągu i pojechać w stronę domu... Genialny w smaku obwarzanek - tuż przy przystanku Dworzec Gł. jadąc od strony Filharmonii - z ciemnej mąki, posypany papryką, siemieniem, sezamem... słowem - najlepszy pikantny, jaki zdarzyło mi się jeść, a ostatnio mam prawdziwego fioła na punkcie obwarzanków (zdecydowanie nigdy więcej solonych :D). W pociągu dzięki Basi (:*) mogłam sobie obejrzeć w końcu Testosteron i wiecie co? Genialne to może nie było, ale całkiem fajny film na jazdę pociągiem :P Ale do "Lejdis" się nie umywa :P:P

Wysiadłam w Raciborzu i ruszyłam z moją zieloną walizką najkrótszą drogą do domu, a że droga przebiega obok starego szpitala to musiałam zatrzymać się przed przecudnymi magnoliami. Absolutny zachwyt... Myślałam, że po tych dwu tygodniach będą już przekwitnięte, ale zaczekały na mnie... :) O ile jutro będzie tak pięknie jak dzisiaj, wybiorę się jeszcze obfocić je Nikonem (zdjęcia na 16thaugust zrobione póki co tylko moim kochanym Sony ;)). Niesamowicie zielony park! I kolejny zachwyt... kocham wiosnę, nie potrafię się nie zachwycać... :)

A potem stęsknione ramiona domowników, pyszny domowy obiad, kilka kubków koktajlu truskawkowego i... dalej w drogę, najpierw do Skarbówki :P Świat jest mały! PITy ode mnie odbierała moja stara znajoma. To już mój drugi oddany PIT w życiu, nieźle nieźle :D Potem misja: WŁOSY :D I pomimo sprzeciwu Siostry - cięcie z długości. No bo jak długo można mieć taak długie włosy? Tym bardziej, jak to mawiała Miss Polonia 2005 Malwina R.: włosy nie trawa - odrosną :P (tak tak, nie trawa :P). Po wypiankowaniu, wysuszeniu ukazały się cudowne loczki w wersji push-up, i wiecie co? Podoba mi się :D Nawet jeśli są tak troszeczkę za ramiona. I co najważniejsze, Siostra na koniec stwierdziła, że lepiej mi w tej długości, więc jest sukces :D

Potem AL... Uwielbiam obdarowywać ludzi czterolistnymi, mocno wierzę w to, że one mają moc, zresztą nie raz mi to już udowodniły, ale jeszcze bardziej wierzę w to, że działają silniej, kiedy komuś się je podaruje. To nie jest tak, że komuś oddaję (dosłownie) swoje szczęście, ja się nim dzielę i myślę, że ono wtedy wcale nie jest mniejsze, tylko właśnie jeszcze się powiększa. I wierzę, że przyniosą Wam, Kochane, szczęście i powodzenie :)

Tymczasem biegnę na wykłady z prawka. Buziaki od wiosennej Afro-dyty :))) !!!

18 kwietnia 2008, 19:50

Przelotem

c (3)

Mogłabym czytać jeszcze jakieś kody, analizować, tworzyć własne, ale na godzinę przed już się niczego nie nauczę. Wydrukowałam może 12 stron kodów gotowych programów i albo będę miała szczęście, że trafi mi się coś analogicznego do tego co sama napisałam albo z czym się spotkałam, albo nie... Loteria... C i CGI jest fajne, myślę, że je polubiłam, co nie zmienia faktu, jak bardzo irytująca jest sytuacja kiedy program nie działa, a ja nie wiem dlaczego. Pewnie, że mam ogromne luki w składni tego języka, nie znam mnóstwa potrzebnych funkcji, ale do tego trzeba czasu i pisania, i czytania, a jak z moim czasem ostatnio jest to wszyscy wiedzą. Jutro koniecznie już muszę usiąść nad Photoshopem i layem dla strony radiowej. Maj się zbliża, a więc będzie goręcej na uczelni, potem sesja... Perspektywa sześciu egzaminów (tak w każdym razie się doliczyłam) jest dołująca, szczególnie jak przez cały semestr praktycznie się nic nie robi, ale taka specyfika Epi. W każdym razie dalej utrzymuję, że to mój wymarzony kierunek i nie zamieniłabym go na żaden inny :) Ciekawe czy będę tak mówiła w przyszłym roku? :)

Dziś idziemy z Tynką podpisać umowę na nowe mieszkanie. Wynosimy się stąd, chciałybyśmy pewnie nawet od już, bo atmosfera jest dosyć ciężka. Pewnie, że będzie nam brakowało Wisły praktycznie rzut beretką, mnie tego, że w 7 minut dochodzę na zajęcia, wszystkich uliczek, które już polubiłam, które oswoiłam, tego że na Rynek tak blisko... Ale w sumie... przenosimy się do mieszkania, w którym już nie będzie tak ciemno (trzecie piętro kamienicy z oknami na południowy wschód), gdzie są schody (znowu można ćwiczyć nogi, jak w domu, tylko nie wyobrażam sobie wnoszenia swojej walizki :D), gdzie nikt nie będzie zapominał o haczyku w łazience, nie będzie brał naszego papieru toaletowego, używał naszej soli i mydła, gdzie nikt nie będzie palił papierosów w kuchni, wiedząc, że moje wejście do zadymionego pomieszczenia kończy się atakiem kaszlu. I wreszcie, nikt nie będzie nas wyzywał od gówniar i sugerował, że przemycamy na noc tonę facetów dziennie, robiąc z nas tym samym dziwki i pijaczki, które codziennie wracają na gazie. (Czy muszę mówić, że nie ma to nic wspólnego z rzeczywistością?)

Słucham Brodki, jej pierwszej płyty. Pisząc poprzednią notkę przypomniał mi się tytuł jej piosenki i tak jakoś puściłam, a teraz już zostało :)

Maj za pasem...
Chwilowo mało we mnie liryzmu. Jest mi tak strasznie przykro i smutno. W takich chwilach dociera do mnie, że nic nie musi się stać. Nie lubię tego stanu, wolę wierzyć, że będzie dobrze, a tymczasem... Nie pozostaje jednak nic innego niż iść dalej, do przodu, do słońca.

Strona, która mi się ostatnio spodobała: Natalia Lesz. Fajny efekt wypukłości, wielowymiarowości strony... Znowu flash, ale całe szczęście nie jest jakiś uciążliwy. Trochę nieprzystosowana do Firefoxa, ale to już drobiazg...

23 kwietnia 2008, 12:00

Kot

c (1)

No bo jestem kotem, jakby nie było zodiakalnym, lwem. Wygląda na to, że znowu spadłam na cztery łapy. Nie wiem jakim cudem, ale ponownie dostałam zadanie, z którym już wcześniej miałam styczność. Ba, napisałam kod praktycznie sama w sobotę », a dzisiaj musiałam go lekko zmodyfikować. Nie mówię, że dostanę maksimum punktów, bo nie dostanę, ale najważniejsze dla mnie, że jestem do przodu! Wyników jeszcze nie ma, ale mój program robi to co miał robić :)

24 kwietnia 2008, 0:47

Jęczenie, marudzenie, narzekanie

c (0)

Pojęczę sobie trochę, bo dawno tego nie robiłam :P Tak więc jeśli ktoś ma słabe nerwy niech dalej nie czyta, bo są to wynurzenia zdesperowanego pseudo (choć jakby nie było dyplomowanego certyfikatem ukończenia kursu) grafika.

Jestem beznadziejna! Siedzę nad photoshopem od ósmej i... nic. No nie takie do końca nic, bo jednak coś tam mam, ale żeby mi się to podobało! Najgorsze, że ja w ogóle nie wiem czego chcę. Nie wiem co chcę uzyskać, jak ma wyglądać ta radiowa strona. Nie chcę powielać schematu ze strony Loży, nie lubię tak, choć z drugiej strony może nawet powinnam nawiązać do tamtego układu, żeby całość była spójna... Nie wiem, zupełnie nie wiem! Do tego siedzę jeszcze w piżamie. Wyobrażacie sobie? 10:32 a ja w piżamie, skandal! Ale w sumie i tak nigdzie nie muszę iść... Nie mam weny, nie mam weny, nie mam weny, mam za to kryzys twórczy. Jak ja nie lubię być grafikiem! Chcę umieć flasha. Chcę, żeby moje strony wyglądały profesjonalnie, żeby się miło na nie patrzyło, a one są takie płaskie!

Dobra, ponarzekałam sobie. Wczoraj wybieraliśmy tematy projektów na programowanie. No i co wybrała Ewa? Chińczyka, oczywiście. Będzie pisała w C grę pt. Chińczyk. Życzcie mi powodzenia. Póki co poza pomysłem na planszę, którą mogę wykonać w photoshopie, nic więcej nie wiem.

Polecam białą herbatę Tetleya z mandarynką (w sumie na opakowaniu jest tangerine, ale to chyba mandarynka na moje :P), nawet niezła :)

W głośnikach "Hard Candy" Madonny, nie wiem czy jest to muzyka stymulująca szare komórki czy też jakiś zmysł graficzny, ale niech będzie. Potem chcę się zapoznać z twórczością Placebo. To tak w ramach poszerzania horyzontów muzycznych :P Wiem wiem, jestem strasznie zacofana.

Wracam do PSa.

Dopisane 10 min później. No. Nabiera to jakichś kształtów, ale i tak, ubieram się i idę do Jubilata po marchewkę, bo muszę coś przegryzać.

25 kwietnia 2008, 10:42

Słowa.

c (0)

Nic już nie wiesz. Opierasz się plecami o ścianę i zamykasz oczy. Chcesz czuć się tak pewnie, tak bezpiecznie jak kiedyś, chcesz, żeby wróciło to, co rozświetlało gwiazdy na niebie źrenic.

Przyjdź, dotknij. Rozsiądź się wygodnie i opowiedz mi długą bajkę. Niech ma i swój morał, niech mówi mi o życiu, niech pokazuje mi życie takim jakie je widzisz w marzeniu. Potem możemy usiąść na miękkim dywanie, z lampką wina w rękach oprzeć się plecami o siebie i czytać na zmianę we własnych myślach. A kiedy zasnę na Twoich kolanach, Ty wstaniesz tak delikatnie, że mnie nie obudzisz i po cichu wyjdziesz, rzucając przez ramię, że przecież jeszcze wrócisz.
Rano przypominać mi będą o Tobie dwa puste kieliszki, na jednym z nich odciśnięte będą usta w kolorze wina.

Ciepły wiatr zwiewa Ci włosy na twarz. Uśmiechasz się do niego i do myśli. Miarowo stukają obcasy - słyszysz je, dobrze słyszysz jak oddalają się, coraz dalej i dalej i dalej, aż w końcu nikną za zakrętem.

Siadasz i wiesz tylko jedno, istniejesz tak długo jak palce chcą wydobywać z serca słowa. Słowa najszczersze, słowa najczulsze, najprawdziwsze. Słowa, które nigdy nie kłamią, te na które się czeka siedząc z nosem przyciśniętym do deszczowej szyby. Za którymi się tęskni w trudnych chwilach.

Proszę, bądź bardzo.

Gdyby istniały Słowa. To by się na nich znalazło. Nic konkretnego, po prostu musiały się złożyć w jedną całość.

26 kwietnia 2008, 23:59

Wieczorna dawka mleka

c (1)

Mleko wieczorem musi być. Nie wiem czy ma to jakiś wpływ na sen, ale po prostu lubię. Czasem jako kakao, czasem "samo mleko", czasem gorące, częściej ciepłe albo tak jak dzisiaj: zimne. Zimne chyba lubię najbardziej, najłatwiej z niego wydobyć wtedy tę słodycz, która jednak przy podgrzewaniu gdzieś niknie. Ot mleczne filozofie.

Wrócę do siebie. Ależ oczywiście, że tak. Jeszcze tylko kilka dni i będzie z powrotem dobrze. Przestanie być smutno, przestanę się zawieszać, przestanę kojarzyć, przestanę czekać. Będzie z powrotem tak jak zawsze.

Tylko... czy tak jak zawsze oznacza: dobrze?

28 kwietnia 2008, 23:30