c (6)

Codzienność, ach codzienność, porywa mnie codzieeenność!!! I tak w zasadzie nic ciekawego nie słychać, oprócz tego, że od wtorku jest mi błogo i spokojnie - rozkoszuję się dwoma ślicznymi piąteczkami: z chemii i fizyki. Co do tej ostatniej to nareszcie spełniło się moje marzenie - tak tak, można marzyć o piątce z fizyki - bo już kilka razy robiłam tak głupie błędy, że głowa boli, a u mojej professorki to można tylko jednego punkcika stracić. W każdym razie mam zapewniony komfort psychiczny - prawdopodobnie skończę swoją edukację fizyki z oceną dobrą :] A chemia to inna inkszość ;) Tutaj marzę o śliczniutkiej piąteczce (powiedziałby kto, że na co humanistce chemia i fizyka?! A ja po prostu je lubię, niech żyje poziom podstawowy!!! :]), a tę dzisiejszą to poniekąd zawdzęczam takiej pewnej pani maturzystce tegorocznej, która uporządkowała dzień wcześniej moją wiedzę - dzięki Niesia :*.

A tak w ogóle to nienawidzę historii. To takie moje wyznanie sekretne. Pewnie byłoby może troszeczku ineczej gdyby nie jeden fakt, jednakże nie będę się rozpisywać, bo to mój blog oficjalny, a więc każdy kto mnie zna ma do niego dostęp, także sorzy jakby się postarali, a ja nie chcę mieć z nikim zatargu :> Ech... Czy ktoś mi może powiedzieć, jak ja się dostanę, o ile się zdecyduję, na dziennikarstwo - skoro nienawidzę historii?! Bo przestałam się łudzić i marzyć o szkole teatralnej... Tyle osób myśli podobnie jak ja - i tu cytat: jestem utalentowana, baardzo zdolna, co prawda nie mam doświadczenia, ale bardzo chętnie je zdobędę, wszyscy dookoła mi mówią, że mi się uda. A tu nie jest tak łatwo! I zaczynają się schody, bo ja zupełnie nie mam pomysłu na przyszłość... Będę bezrobotna. Ech, no co za życie - a zapowiadało się, że będzie optymistycznie, a tymczasem to wszystko przez historię, bo jej nienawidzę :D

12 maja 2005, 18:17

c (2)

Niedawno rozpoczęła się retransmisja wyborów MISS UNIVERSE 2005 na TVNie. Osobiście nie mam nic do tego typu konkursów - lubię sobie usiąść przed telewizorem i pooglądać piękne kobiety z całego świata - jest to dla mnie miła forma rozrywki. W ubiegłym roku bardzo przeżywałam fakt, że Polka - Kasia Borowicz została 4 vice miss na MISS WORLD 2004, wreszcie sukces Polki! A przecież mówi się, że Polki są najpiękniejsze. Na MU 2005 poleciała Marta Kossakowska, nasza I vice Miss Polonia 2004, jej jednak się nie udało wejść "nawet" do TOP 15. Rozczarowanie? Żal widzów? Pretensje... No cóż... tak bywa, jednakże nie chcę wchodzić w te szczegóły.
Natchnęła mnie myśl czy sama odważyłabym się wziąć udział w jakimkolwiek konkursie, gdzie ocenianoby moją urodę (tudzież jej brak ;)). Chyba nie... Chyba bałabym się krytyki, bo pod tym względem jestem osobą wręcz przewrażliwioną. Poza tym moje 168cm wyklucza mnie z jakichkolwiek konkursów ;)
Taki konkurs to może i świetna zabawa, ale co jeśli dziewczynie stuknie sodówka do głowy? Co jeśli za bardzo się przejmie niepowodzeniem? Z drugiej strony czy to nie jest tylko pokaz odpicowanych panienek wykonujących te same układy choreograficzne i szczerzących się do kamery?
Pan prowadzący galę MU powiedział coś takiego: "Dzisiaj zostanie wybrana dziewczyna, która będzie wzorem dla dziewczyn z całego świata". Czyli, że co? Że Miss Kanady a wcześniej Australii powinny być moim, i każdej z Was, wzorem do naśladowania? Hmm... Nie wydaje mi się, żebym potrzebowała takiego wzoru...
Więc po co są takie konkursy? Może po to, żeby usiąść przed TV i przez chwilkę pozazdrościć pięknych sukien, butów i makijażu, a po chwili złapać za tabliczkę czekolady i bez obawy zjeść ją całą :)

31 maja 2005, 21:39