...
Rozmowy nocą właśnie obejrzałam... Lubię takie filmy, te po obejrzeniu których zostaje uśmiech na twarzy, bo dobrze się kończą. Bo są pięknie zrealizowane, bo są takie bajkowe... Lubię bajki :-)
Maj, maj, maj. Jak sobie pomyślę, że w zeszłym roku umierałam z nerwów... Jak dobrze, że to wszystko już za mną! Teraz pozostaje tylko trzymać kciuki za moje trzy drogie maturzystki - Będzie dobrze! :)
A ja? A ja właśnie powinnam się uczyć :) Tak więc jeszcze trochę "lenienia się" przy myciu włosów, a potem niech żyje poetyka, wraz ze wszystkimi częściami zdania i matematyka! :)
3 maja 2008, 14:51
"...wszystko dzieje się naprawdę..."
"wtedy rośnie we mnie
nie strach nie miłość
ale biały kamień
(...)
obojętna pełnia
Zb.Herbert - Biały kamień
6 maja 2008, 17:50
Trivia? dziś uwielbiam to słowo
Suche, suche ręce.
Utknęłam w jakimś miejscu i nie jestem w stanie się z niego ruszyć ani w przód ani w tył.
Co z wami, ludzie? Do kogo bym nie zadzwoniła ostatnio, nie napisała - nie odbiera, nie odpisuje. O co chodzi?
Nie wiem czy obecnie powinnam się martwić czy też być zła... Nie sądź. No to ok... Może coś się stało?
Suche, suche usta.
Niebo błękitne, w końcu je widzę. Ale i tak brakuje przestrzeni, brakuje kuchennego blatu i widoku zachodzącego słońca.
Nie potrafię skodować layoutu na stronę radia, nie wiem co zrobić z patternem w tle, który nieznośnie odznacza się od tła. Nie wiem co zrobić z cieniami pod menu i nagłówkiem, nie wiem.
UPC nawala, internet nie podłączony w dalszym ciągu, łap sobie, Ewa, hotspoty.
...
Zabierzcie mnie w miejsce, gdzie będę mogła się wykrzyczeć.
9 maja 2008, 12:01
bez tematu
Jak w jednej chwili może się zmienić absolutnie wszystko? Może... Po jakimś czasie widzimy, że wszystko ma swój sens, odgórny plan, że nic się nie wydarza bez przyczyny. Gdzieś kiedyś usłyszałam, że dostajemy na swoje barki dokładnie tyle, ile jesteśmy w stanie unieść. Nie więcej. I to powstrzymuje mnie przed myśleniem, jak bardzo bywa życie niesprawiedliwe...
Będzie dobrze, z całych swoich sił mocno w to wierzę i o to będę się modlić. A w przyszłym roku będę mieć nowego modela/modelkę do zdjęć :-))) tak jak Ci niedawno obiecałam :*
11 maja 2008, 9:24
"...Samba przed lustrem poranna samba..."
Poranek. Po śniadaniu. Jeszcze w łóżku, ale za chwilę trzeba wstać. Wyczuwam w pokoju zapach cynamonu. Byłam wczoraj na Starym Kleparzu i kupiłam cały woreczek przypraw, które zażyczyła sobie Babcia, wśród nich i mielony cynamon... (Przyprawy pakowane w takie dość spore woreczki - w porównaniu do tych w opakowaniach w sklepie - całkiem opłacalne ;)) I on tak sobie pachnie...
Paprotka moja wypuszcza kolejny pęd, chyba nie przeżyła za bardzo tej przeprowadzki. I dobrze, bardzo dobrze :)
Przedwczoraj zrobiłam html'a planszy mojego chińczyka, konia z rzędem dla tego, kto mi powie jak teraz rozruszać moją planszę, a chciałabym się za niego już na poważnie wziąć. Jak i za całą naukę, a ja tak sobie stoję w miejscu i nic nie robię. No oki, nie takie nic, bo na bieżąco jakieś malutkie aktualizacje dla Alfy, i na logikę czwartkową też myślę, że już prawie umiem ("prawie" to miejsce na zagadki logiczne), ale i tak to nic...
Chcę kilka bransoletek z Reserved i jeszcze taką fajną bluzkę i żakiecik! Śniło mi się dzisiaj, że znalazłam stówę na ulicy, szkoda, że to tylko sen...
Niebo jakieś takie niewyraźne. To tak jak ja, sami widzicie jak bardzo bez sensu jest ta notka...
13 maja 2008, 9:00
Niektórzy faceci...
...to parapety. Podkreślam: niektórzy, choć ostatnio raczej więcej parapetów spotkałam. Dajmy na to taki pan kierowca wczorajszego porannego kursu travel-busa z Katowic do Raciborza. Jak ciężka może być kobieca walizka to wszyscy wiedzą. Cudem zdążyłam w ogóle na ten autobus, wchodzę do niego i nieśmiale zapytałam czy mam wcisnąć tę walizę do busa czy też ma jakiś bagażnik. Pan najpierw zmierzył mnie nieprzyjemnym wzrokiem, po czym bardzo niegrzecznie zapytał dokąd jadę (tak jakby nie opłacało się otwierać bagażnika gdybym jechała tylko 1 przystanek?), potem z wielką łaską wysiadł, poszedł na tył pojazdu i otworzył mi klapę, i tak sobie stoi. Półka bagażnika gdzieś na wysokości jednego metra... Spojrzałam na niego i widząc, że nie bardzo ma zamiar mi pomóc ją tam umieścić, podźwignęłam ją z trudem i ledwie zahaczyłam kółkami o miejsce, na którym zamyka się klapa. On nic. No to ja już do niego "Czy mógłby mi pomóc ją wepchnąć do środka?" i absolutnie nie tak miłym tonem jak na początku. Pan się łaskawie schylił i jednym ruchem, jednej ręki usadowił ją na miejscu. Gdy wysiadaliśmy też łaskawie otworzył mi bagażnik i oczywiście stał nieruchomo. Całe szczęście zdjąć walizkę jest łatwiej niż ją włożyć, więc dałam radę i na koniec rzuciłam oschłe "dziękuję". Wrr... No ja rozumiem, mówicie Panowie, że chciałyśmy równouprawnienia to dlaczego teraz macie nam pomagać. Ale co to dla Was podniesienie czegoś, co dla nas jest mega ciężkie? Naprawdę sprawia Wam satysfakcję patrzenie jak my się męczymy?
Żeby oddać sprawiedliwość, muszę koniecznie napisać o miłym kierowcy kursu Kraków - Wisła, który nie dość, że bez gadania otworzył luk bagażowy, to jeszcze sam moją walizeczkę w nim umieścił :-) No i są jeszcze mili panowie, którzy pomagają w przedziałach w pociągach wrzucać walizki na te STRASZNIE wysokie półki i potem je jeszcze zdejmują :-) Wtedy do nas, Pań, należy uśmiechnąć się najładniej jak potrafimy i ładnie podziękować, no i powiedzcie, Panowie, że nie jest Wam wtedy miło? :-)
Mam trochę tyłów w pisaniu... Bo mogłam opisać jeszcze zeszłotygodniowe spotkanie z Moniką Brodką w krakowskiej Pauzie. Zresztą nie tylko z Moniką, bo i z przemiłym panem fotografem i panami kamerzystami z "Co za tydzień" :D A MB naprawdę taaaka niska. Nie poznałabym jej na ulicy z pewnością :-) Oczywiście autograf wzięty, a co! I na winko się załapałyśmy... Hehe :-)
Ja tam lubię Kraków :-)))
17 maja 2008, 10:49
Centrefolds
Come on Balthazar
I refuse to let you die
Come on fallen star
I refuse to let you die
'Cause that's wrong
And I've been waiting far too long
For you to be
Be
Be
Be mine
For you to be mine
Be mine
For you to be mine
And that's wrong, I've been waiting for so long
All the centrefolds that you can't afford they've long since waved their last good-byes
All the centrefolds that you can't afford you've long since faded from their eyes
So be
Be
Be mine
Placebo
Słowa nieważne... Dźwięki pianina w tej piosence zupełnie rozkładają mnie na łopatki...
20 maja 2008, 20:08
shh...
Zastanawiało cię kiedyś czym jest cisza?
Ja nie powiem nic odkrywczego...
Wstrzymaj na chwilę oddech.
Czujesz coś?
Moja cisza ma postać kota, ociera się właśnie o moje nogi, prycha zuchwale i bezczelnie spogląda mi w oczy, mówiąc, że tak naprawdę to ona jest tutaj panią.
Ma rację.
21 maja 2008, 22:25
No one can steal our dream
Zimno. Ciemno. Ponuro. Siedzę razem z Pathem Metheny nad stosem kartek i z kolejnym kubkiem czegoś ciepłego w dłoniach.
Ugotowałam dziś obiad. Bzdura. Nie mogę tego powiedzieć. Odmrożenie i podgrzanie w mikrofali kotleta przywiezionego z domu, ugotowanie ziemniaka i rozpuszczenie kilku łyżeczek sosu pieczeniowego w wodzie to nie jest gotowanie. Pokrojenie warzyw do sałatki też nie. I nieważne, że wszystko było pyszne.
Cztery z dziewiętnastu pozycji na liście tematów do nauczenia na zaliczeniowe kolokwium ze stylistyki na początku czerwca odhaczone. Wkułam na pamięć nawet definicję zależności funkcyjnych na poniedziałkowe bazy i wiem co to są trywialne i nietrywialne zależności. Ale nadal mam wrażenie, że stoję w miejscu - ogrom wszystkiego mnie przeraża. A teraz wydrukuję kody z programowania i spróbuję sklecić szkielet mojego chińczyka, a jeśli się poczuję lepiej to wyjdę do Lokatora na piwo ze znajomymi (niech żyją zatrucia nie wiem z czego i dlaczego).
Na Krowoderskiej na chodniku leżał dziś martwy kot z otwartymi oczami i rozwartym pyszczkiem. Masakryczny widok o siódmej trzydzieści w dzień Bożego Ciała.
22 maja 2008, 18:34
Z pamiętnika "programisty" chińczyka
Ja, Ewa Maria K. zostałam "zmuszona" do napisania projektu zaliczeniowego z przedmiotu o nazwie "wstęp do programowania". Jako że od wielu lat pałam miłością wielką do gry planszowej zwanej Chińczykiem (inne nazwy to Pionki bądź Człowieku nie irytuj się), postanowiłam zgłosić się do napisania tejże gry nie mając tak naprawdę pojęcia od czego zacząć i z czym to się je.
Zaczęłam od tego, co wydaje mi się, że potrafię: stworzenia elementów graficznych planszy oraz podstawowego kodu html. Rzecz ta miała miejsce 11 maja AD 2008. Dziś za cel postawiłam sobie napisanie szkieletu mojej gry w CGI i napisanie funkcji odpowiedzialnej za losowanie kostki (bo przecież wszyscy wiemy, że Chińczyk bez kostki istnieć nie może). Uzbrojona w mglistą wiedzę teoretyczną i jeszcze bardziej mglistą praktyczną zasiadłam do komputera. Używając niesamowitego narzędzia jakim niewątpliwie jest "znajdź - zastąp" w moim ulubionym programie kED osaczyłam komendami/znacznikami/funkcjami (???) printf wszystkie wiersze i kolumny mojej tabelki, a następnie przystąpiłam za szukanie informacji o funkcji random, która to ma pomóc biednemu umęczonemu programiście we wprawieniu kostki w ruch i sprawić by wyrzucana była losowa ilość oczek. Jednak książki nie odpowiedziały na moje pytania... musiałam więc zwrócić się z prośbą o pomoc do wujka GOOGLE. Wujek GOOGLE tymczasem odsyłał mnie ciągle do kodu w C ale ++... Znalazłam jednak odpowiedni fragment kodu i wrzuciłam go do edytora zwanego Dev-C++... Potem postanowiłam mój kod i wszystkie napisane przeze mnie funkcje (czyli aż jedna!) wysłać na serwer o rozkosznej nazwie wierzba i skompilować... Oczywiście wyrzucone zostały błędy i to te, które programista lubi najbardziej: syntax errory (głów się teraz człowieku o co chodzi, kiedy ewidentnie wszystkie przecinki, cudzysłowia i średniki są na swoim miejscu...). Jako, że wiedza teoretyczna moja jest niewielka postanowiłam się wesprzeć którymś z kodów z ćwiczeń (w zakresie definiowania i wywoływania funkcji). Metodą prób i błędów syntax errora udało mi się wyeliminować. Ale... w dalszym ciągu nie wyrzucało mi wartości losowanej! O co chodzi? Po godzinie męczarni i szukania pomocy zarówno u wujka GOOGLE, jak i wszystkich podejrzanych o jakąkolwiek wiedzę nt programowania w języku C (na moje nieszczęście 99% nie było obecnych w sieci), doszłam do tego iż zapomniałam wpisać... uwaga uwaga... dwóch znaczków odpowiedzialnych za wywoływanie zwracanej wartości losowania... pamiętajcie wszyscy potencjalni programiści o: %d!!! Tak, wtedy zaczęło działać! Pozostało mi już tylko kilka kosmetycznych zmian wprowadzić i... dzisiejszy cel można uznać za osiągnięty! Tylko, że... niniejszym wykorzystałam wszystkie moje pomysły ad. tego jak mojego chińczyka stworzyć. Dalej pomysłów brak...
Kończę, drogi pamiętniczku. Aha, całkiem nieźle słuchało się przy myśleniu koncertu grupy ViaRei transmitowanego przez radio alfa... No, ale i tak chyba zagłosuję na zespół Ivo.
22 maja 2008, 22:51
?
Planuję, wszystko chcę zaplanować. Z jednej strony wiem, że mam dość czasu, żeby ze wszystkim zdążyć, z drugiej nie wiem od czego mam zacząć, więc w rezultacie nie robię nic... Nienawidzę takiego stanu. Ale żeby się zmotywować do wzięcia w garść wrzucam do notki mój harmonogram zaliczeń/egzaminów.
2 VI - oddać projekt z Baz - oddane :P
3 VI - poprawić poetykę, składnię :P - poprawione na db :)
4 VI - kolokwium z programowania, struktury - LOL :D powiedzmy, że 3,4 pkta na 4, kończę ćwiczenia z notą bdb :D
5 VI - kolokwium zaliczeniowe ze stylistyki - koło i ocena końcowa: 4,5 :)
9 VI, 18:45 - egzamin z Baz Danych - wielka niewiadoma, czekam na wyniki
13 VI, 15:00 - egzamin z matematyki - zdane!!! CUDEM ale zdane! :)
17 VI, 17:00 - egzamin z poetyki
20 VI, 16:00 - egzamin ze stylistyki
23 VI - egzamin z logiki
26 VI, 17:00 - egzamin z programowania
30 VI - obrona projektu z programowania!!!
Brr... Do końca czerwca nie istnieję. Wracam w lipcu, papa :*
12 VI, 21:25 - kolejny update
4 VI, 23:44 - Mały update :)
28 maja 2008, 22:56