Im więcej mam wolnego, tym trudniej jest mi się za coś wziąć. Straszne. Od soboty siedzę w domu i leczę przeziębienie (powiedzmy, że pomijam wyjścia na pisaninę z polskiego i spr z gery... no i te do lekarza, ale to konieczne było), a właściwie to nic nie zrobiłam! No może poza wrzucaniem zdjęć na stronę Dawida (jakby ktoś chciał odwiedzić to link po lewej). A mój WOS leży i kwiczy, dni bezlitośnie uciekają i przypominają, że za miesiąc próbna matura, a ja nic nie umiem. Tym ciężej mi na sercu, że panu profesorowi się wydaje, że ja umiem, no a ja nie umiem (oto publiczne przyznanie się do winy obywatelki Ewy K.). Jutro jadę do Krakowa. Muszę, bo w przeciwnym razie zwariowałabym z żalu i smutku. Wiem, że niektórzy mogą tego nie zrozumieć, ale ja tak długo czekałam na ten wyjazd do teatru... A tymczasem historia sprzed roku mogła się powtórzyć (a obawiam się, że w dalszym ciągu może się powtórzyć, jak w nocu znowu obudzę się z atakiem kaszlu...). Zabieram z sobą całą aptekę, w tym antybiotyki (powinno się leżeć w łóżku) i syrop, a od piątku do niedzieli leżę... Jestem idiotką, jestem idiotką, jestem idiotką!!! Ech... Na to chyba nie ma lekarstwa, bo czasem pasje i miłości są ważniejsze od zdrowia. Byleby potem nie było mea culpa, mea culpa. Trzymajcie kciuki za lekarstwa, które połykam, żeby przegnały ten paskudny kaszel raz na zawsze, a najlepiej do niedzieli...
A tak w ogóle to jutro odbieram w krakowskim empiku kilka wywołanych moich zdjęć. Zamówiłam przez internet z racji wizyty w Krakowie, zaoszczędzę 3,5 na przesyłce. To takie uczczenie rocznicy posiadnięcia aparatu cyfrowego ;)
09.11.2005 :: 20:53
amie (83.30.14.136)
coz pozostaje, jeśli nie życzyć zdrowia, zdrowia i jeszcze raz zdrowia:))
a zamawiam pocztowke z krakowa:P i dokladny opis jak fajnie bylo;) buźka:*