c (4)

Ay, ay, ay... Dzień zero (czyli 11 lipca, wtorek) zbliża się wielkimi krokami i gdybym mogła mieć siedmiomilowe buty, zrobiłabym natychmiastowy krok do wtorku, żeby już tylko wiedzieć. Niestety (po raz pierwszy to przyznaję!) moja intuicja ostatnio ma zawsze rację, a teraz moja intuicja mi mówi, że wyniki z matury będą fatalne. Tak fatalne, że na lody popołudniu (obiecane przez rodziców), to ja żadnej ochoty mieć nie będę. Bo czy nie wstydem będzie 40% z rozszerzonego wosu? Ja wiem, że Was, drodzy czytelnicy, g* to wszystko obchodzi, ale komuś się wyżalić muszę, więc niech to będzie mój własny ownlog (masło maślane). Oj jakbym się chciała martwić tylko na zapas! Wiecie co jest najgorsze? Ta pozycja prymuski (nie potrafiłam znaleźć właściwszego słowa), którą sama sobie stworzyłam, a która wyklucza jakiekolwiek porażki w moim edukacyjnym życiu. A na dodatek nie wiem czego chcę. I jeszcze jest tak ciepło, i w ogóle...

Czy na te odbieranie wyników to obowiązuje jakiś bardziej elegancki strój? I czy mogę okupować sekretariat już od godziny 7 - eee... przesadzam - 8 rano?

Umrę. Z pewnością umrę. I będzie koniec świata (jak to pewien osobnik powtarza namiętnie - pozdrawiam! ;>)

I czy ktoś wie, kiedy to ja się nauczyłam pić tyle wody???

7 lipca 2006, 20:17

c (2)

Zdałam. Dla niektórych sam ten fakt jest najważniejszy.

Intuicja jednak miała rację i tyle tylko powiem. Jestem arcyobiektywna, tak bardzo obiektywna jak tylko potrafię. Bo naprawdę nie ma się czym chwalić.

I tylko sobie myślę, że tak miało być. Że to ma być moja lekcja pokory. A egzamin z dojrzałości będę zdawała odtąd codzień przez najbliższy rok. Do momentu, kiedy w lipcu 2007 dowiem się, że dostałam się na wymarzone studia. Wtedy będę mogła powiedzieć, że dojrzałam, że zdałam maturę tak, jak chciałam.

11 lipca 2006, 19:23