Tak sobie teraz pomyślałam... Słuchając śpiewu jakiegoś ptaszka, że tak bardzo chciałabym się obudzić w okolicach szóstej i wyjść na spacer. Kiedy miasto jest jeszcze leniwe i niewyspane, jeszcze niewyraźne w świetle wschodzącego słońca. Tak jak w zeszłym roku, moje wstawanie tuż po świętach Wielkanocy, aby sobie pobiegać po parku, zatęskniłam za Raciborzem, bo już raczej nie wstanę tak wcześnie w kwietniu i nie wyjdę sobie do lekko mglistego parku.
Jakoś tak nostalgicznie mi się zrobiło...

Gryzie mnie coś, to nie jest tak, że jest absolutnie idealnie. Nigdy nie jest. Ale nauczyłam się powtarzać, że jakkolwiek by nie było naszym zadaniem jest po prostu wstać i iść dalej. Nawet jeśli znowu nie wiem czego chcę i jedyną pewnością jest to, że usiądę dzisiaj nad podstroną Onmusic i wydrukuję basiowy i swój projekt na jutrzejsze bazy, do kościoła pójdę do Dominikanów na dwunastą, a może nawet dziesiątą trzydzieści, po mszy pospaceruję jak zwykle po Rynku; a na obiad będzie sałata lodowa z pomidorkami, papryką, ogórkiem i rzodkiewką (właśnie napisałam ją przez "ż", chwała FireFoxowi za podkreślanie błędów!!!) polana jakimś sosikiem Knorra. No i to że jeszcze umyję włosy. Aha, no i jeszcze obejrzę trzeci odcinek "Teraz albo nigdy!". Całkiem sporo tych pewności,, choć nie to czego bym może sobie życzyła...

Odpoczęłam. Od wtorku nie ruszałam kodu, zregenerowałam siły, można wracać do pracy i jak to napisała moja kochana M.: "Bo jakie jest najlepsze lekarstwo na doła? Pracować!". Tak bardzo bym chciała, żebyś nie musiała mieć doła, żeby oni się odezwali, żeby... Czasem miałabym ochotę krzyknąć z bezsilności.

Serce ciągnie mnie do Photoshopa, ciągnij, kochane, dalej mamy wiele pomysłów do zrealizowania: RA, DK, MK... Wszystko stoi w kolejce.

Ciekawe czy na Krowoderskiej odżyje moja paprotka. Szczerze? Nie chcę się przeprowadzać, za blisko stąd do Wisły, za blisko... ledwie nauczyłam się to kochać...

Na koniec coś co powstało trzynastego czerwca dwa tysiące siedem, jakoś tak mi się skojarzyło z nastrojem dzisiejszego poranka...

Jeszcze nie dość brudne
stopy od deszczu

Jeszcze nie dość szczerości
zaklętej w słonych kroplach

Pragniemy
Czekamy

Zamykamy maleńkie szczęścia
w szorstkich dłoniach

I wciąż jeszcze nie dość nam...



Komentarze:

13.04.2008 :: 18:24
Aneczka (195.150.77.247)

Oj,ja bardzo dobrze rozumiem tę miłośc do Wisły...Lubię się tak przejść,usiąść na ławce, poobserwować ludzi...najlepisj rano jak jest pusto...Lubię też chodzić po Rynku wczesnym rankiem. I absolutnie uwielbiam wdrapywać się na Wawel i obserwować stamtąd osnute róznymi dymami i mgłami miasto...patrzeć na dachy kamienic,na skałkę,na pewien ceglany budynek...

Nie potrafiłabym mieszkać gdzie indziej. Tu była,juest i zawsze będzie moja dusza. Moje życie jest nierozerwalnie związane z Krakowem i z najliższą okolicą,która pozostaje wciąz tak spokojna i niezmienna od tylu lat.

Z dnia na dzień kocham Kraków coraz mocniej. Nigdy dosyć! I mam poczucie,ze jest to miłość odwzajemniona. Kraków daje mi siłę,by żyć i walczyć.

Jestem Dzieckiem Krakowa:)

13.04.2008 :: 14:31
t. (195.94.195.198)

i co? i tak pozostanie napisać sobie na małej karteczce nad łóżkiem, że jutro znowu nie pójdę nad rzekę?:(

« Powrót