...to parapety. Podkreślam: niektórzy, choć ostatnio raczej więcej parapetów spotkałam. Dajmy na to taki pan kierowca wczorajszego porannego kursu travel-busa z Katowic do Raciborza. Jak ciężka może być kobieca walizka to wszyscy wiedzą. Cudem zdążyłam w ogóle na ten autobus, wchodzę do niego i nieśmiale zapytałam czy mam wcisnąć tę walizę do busa czy też ma jakiś bagażnik. Pan najpierw zmierzył mnie nieprzyjemnym wzrokiem, po czym bardzo niegrzecznie zapytał dokąd jadę (tak jakby nie opłacało się otwierać bagażnika gdybym jechała tylko 1 przystanek?), potem z wielką łaską wysiadł, poszedł na tył pojazdu i otworzył mi klapę, i tak sobie stoi. Półka bagażnika gdzieś na wysokości jednego metra... Spojrzałam na niego i widząc, że nie bardzo ma zamiar mi pomóc ją tam umieścić, podźwignęłam ją z trudem i ledwie zahaczyłam kółkami o miejsce, na którym zamyka się klapa. On nic. No to ja już do niego "Czy mógłby mi pomóc ją wepchnąć do środka?" i absolutnie nie tak miłym tonem jak na początku. Pan się łaskawie schylił i jednym ruchem, jednej ręki usadowił ją na miejscu. Gdy wysiadaliśmy też łaskawie otworzył mi bagażnik i oczywiście stał nieruchomo. Całe szczęście zdjąć walizkę jest łatwiej niż ją włożyć, więc dałam radę i na koniec rzuciłam oschłe "dziękuję". Wrr... No ja rozumiem, mówicie Panowie, że chciałyśmy równouprawnienia to dlaczego teraz macie nam pomagać. Ale co to dla Was podniesienie czegoś, co dla nas jest mega ciężkie? Naprawdę sprawia Wam satysfakcję patrzenie jak my się męczymy?
Żeby oddać sprawiedliwość, muszę koniecznie napisać o miłym kierowcy kursu Kraków - Wisła, który nie dość, że bez gadania otworzył luk bagażowy, to jeszcze sam moją walizeczkę w nim umieścił :-) No i są jeszcze mili panowie, którzy pomagają w przedziałach w pociągach wrzucać walizki na te STRASZNIE wysokie półki i potem je jeszcze zdejmują :-) Wtedy do nas, Pań, należy uśmiechnąć się najładniej jak potrafimy i ładnie podziękować, no i powiedzcie, Panowie, że nie jest Wam wtedy miło? :-)
Mam trochę tyłów w pisaniu... Bo mogłam opisać jeszcze zeszłotygodniowe spotkanie z Moniką Brodką w krakowskiej Pauzie. Zresztą nie tylko z Moniką, bo i z przemiłym panem fotografem i panami kamerzystami z "Co za tydzień" :D A MB naprawdę taaaka niska. Nie poznałabym jej na ulicy z pewnością :-) Oczywiście autograf wzięty, a co! I na winko się załapałyśmy... Hehe :-)
Ja tam lubię Kraków :-)))
18.05.2008 :: 22:32
motonitka (83.19.90.61)
W takim razie miłej zabawy w Krakowie :)
18.05.2008 :: 22:29
t. (80.53.212.166)
/* za 10 min wyjść/
myślę, że jestem uzależniona od przyzwyczajenia. a może po prostu lubię, jak ktoś zakłada mi kolczyki..
za to pan taksówkarz czekał, aż wejdę do klatki..
18.05.2008 :: 14:08
Aneczka (195.150.77.247)
W tym przypadku jesteś raczej uzalezniona od Ewy ;))
17.05.2008 :: 17:55
t. (80.53.212.166)
jak mnie czasem denerwuje taka kobieca niezaradność.... stoję dzisiaj pół godziny w mieszkaniu i siłuję się z sukienką... Ewy nie ma, sąsiadów nie znam, powinnam 10 min wejść, a ona się nie chce zasunąć... czy my naprawdę jesteśmy uzależnione od facetów? :/
17.05.2008 :: 12:09
Aneczka (195.150.77.247)
"red red wine...":P
Mnie raz jeden taksówkarz,ze złości,ze nie dostała napiwku(a co,wszystkich mam finansować?)"postawił"walizkę na ziemi w ten sposób,że się przewróciła. Tak,ten pan był wyjatkowo miły i uprzejmy...nie ma co...