Zimno. Ciemno. Ponuro. Siedzę razem z Pathem Metheny nad stosem kartek i z kolejnym kubkiem czegoś ciepłego w dłoniach.
Ugotowałam dziś obiad. Bzdura. Nie mogę tego powiedzieć. Odmrożenie i podgrzanie w mikrofali kotleta przywiezionego z domu, ugotowanie ziemniaka i rozpuszczenie kilku łyżeczek sosu pieczeniowego w wodzie to nie jest gotowanie. Pokrojenie warzyw do sałatki też nie. I nieważne, że wszystko było pyszne.

Cztery z dziewiętnastu pozycji na liście tematów do nauczenia na zaliczeniowe kolokwium ze stylistyki na początku czerwca odhaczone. Wkułam na pamięć nawet definicję zależności funkcyjnych na poniedziałkowe bazy i wiem co to są trywialne i nietrywialne zależności. Ale nadal mam wrażenie, że stoję w miejscu - ogrom wszystkiego mnie przeraża. A teraz wydrukuję kody z programowania i spróbuję sklecić szkielet mojego chińczyka, a jeśli się poczuję lepiej to wyjdę do Lokatora na piwo ze znajomymi (niech żyją zatrucia nie wiem z czego i dlaczego).

Na Krowoderskiej na chodniku leżał dziś martwy kot z otwartymi oczami i rozwartym pyszczkiem. Masakryczny widok o siódmej trzydzieści w dzień Bożego Ciała.



Komentarze:

24.05.2008 :: 09:39
motonitka (83.19.90.61)

Jak nie jest gotowanie!? Oczywiście że jest :) Odgrzać,omrozić też trzeba potrafić :) A zrobienie sałatki tym bardziej :)

23.05.2008 :: 18:49
Aneczka (195.150.77.247)

Jezu! :( nawet nie mów ;( jak widzę jakiekolwiek martwe zwierzę na ulicy to mi się słabo robi...Gdzie są ludzie? Dlaczego nie reagują???

P.S. Mój tata też bardzo lubi P.Methenego...godzinami może słuchać...Ileż to zainteresowań Was łączy ;)(mam na myśli te elektroniczne również :P )

« Powrót