Mogłabym czytać jeszcze jakieś kody, analizować, tworzyć własne, ale na godzinę przed już się niczego nie nauczę. Wydrukowałam może 12 stron kodów gotowych programów i albo będę miała szczęście, że trafi mi się coś analogicznego do tego co sama napisałam albo z czym się spotkałam, albo nie... Loteria... C i CGI jest fajne, myślę, że je polubiłam, co nie zmienia faktu, jak bardzo irytująca jest sytuacja kiedy program nie działa, a ja nie wiem dlaczego. Pewnie, że mam ogromne luki w składni tego języka, nie znam mnóstwa potrzebnych funkcji, ale do tego trzeba czasu i pisania, i czytania, a jak z moim czasem ostatnio jest to wszyscy wiedzą. Jutro koniecznie już muszę usiąść nad Photoshopem i layem dla strony radiowej. Maj się zbliża, a więc będzie goręcej na uczelni, potem sesja... Perspektywa sześciu egzaminów (tak w każdym razie się doliczyłam) jest dołująca, szczególnie jak przez cały semestr praktycznie się nic nie robi, ale taka specyfika Epi. W każdym razie dalej utrzymuję, że to mój wymarzony kierunek i nie zamieniłabym go na żaden inny :) Ciekawe czy będę tak mówiła w przyszłym roku? :)
Dziś idziemy z Tynką podpisać umowę na nowe mieszkanie. Wynosimy się stąd, chciałybyśmy pewnie nawet od już, bo atmosfera jest dosyć ciężka. Pewnie, że będzie nam brakowało Wisły praktycznie rzut beretką, mnie tego, że w 7 minut dochodzę na zajęcia, wszystkich uliczek, które już polubiłam, które oswoiłam, tego że na Rynek tak blisko... Ale w sumie... przenosimy się do mieszkania, w którym już nie będzie tak ciemno (trzecie piętro kamienicy z oknami na południowy wschód), gdzie są schody (znowu można ćwiczyć nogi, jak w domu, tylko nie wyobrażam sobie wnoszenia swojej walizki :D), gdzie nikt nie będzie zapominał o haczyku w łazience, nie będzie brał naszego papieru toaletowego, używał naszej soli i mydła, gdzie nikt nie będzie palił papierosów w kuchni, wiedząc, że moje wejście do zadymionego pomieszczenia kończy się atakiem kaszlu. I wreszcie, nikt nie będzie nas wyzywał od gówniar i sugerował, że przemycamy na noc tonę facetów dziennie, robiąc z nas tym samym dziwki i pijaczki, które codziennie wracają na gazie. (Czy muszę mówić, że nie ma to nic wspólnego z rzeczywistością?)
Słucham Brodki, jej pierwszej płyty. Pisząc poprzednią notkę przypomniał mi się tytuł jej piosenki i tak jakoś puściłam, a teraz już zostało :)
Maj za pasem...
Chwilowo mało we mnie liryzmu. Jest mi tak strasznie przykro i smutno. W takich chwilach dociera do mnie, że nic nie musi się stać. Nie lubię tego stanu, wolę wierzyć, że będzie dobrze, a tymczasem... Nie pozostaje jednak nic innego niż iść dalej, do przodu, do słońca.
Strona, która mi się ostatnio spodobała: Natalia Lesz. Fajny efekt wypukłości, wielowymiarowości strony... Znowu flash, ale całe szczęście nie jest jakiś uciążliwy. Trochę nieprzystosowana do Firefoxa, ale to już drobiazg...
24.04.2008 :: 18:55
motonitka (83.19.90.60)
Hmmm Ewa dziwką i pijaczką jakbym tego nie zobaczyła to bym nigdy nie uwierzyła ;) Niezłą wyobraźnie mają Ci co Ciebie tak nazywają :) Na szczęście taka nie jesteś i dobrze,tak trzymaj :)
23.04.2008 :: 18:51
t. (195.94.195.198)
a ja zdecydowanie nienawidzę tych wzmianek o papierze toaletowym :/
za to za kamienicą mamy podwórko, gdzie możemy się wygrzewać w sesji na słoneczku. a co! :P [E. jeszcze o tym nie wie.... :>]
23.04.2008 :: 16:08
Aneczka (195.150.77.247)
Jak ja kocham te wzmianki o papierze toaleowym;) Fajne,bo takie codzienne;PP
A moze w nowej kamienicy spotkacie jakiegoś miłego sąsiada,który pomoze am wnieść walizki....w zamin za pozyczenie trochę soli:P
Trzymam kciuki za egzaminy i mieszkanko:)