Nic już nie wiesz. Opierasz się plecami o ścianę i zamykasz oczy. Chcesz czuć się tak pewnie, tak bezpiecznie jak kiedyś, chcesz, żeby wróciło to, co rozświetlało gwiazdy na niebie źrenic.

Przyjdź, dotknij. Rozsiądź się wygodnie i opowiedz mi długą bajkę. Niech ma i swój morał, niech mówi mi o życiu, niech pokazuje mi życie takim jakie je widzisz w marzeniu. Potem możemy usiąść na miękkim dywanie, z lampką wina w rękach oprzeć się plecami o siebie i czytać na zmianę we własnych myślach. A kiedy zasnę na Twoich kolanach, Ty wstaniesz tak delikatnie, że mnie nie obudzisz i po cichu wyjdziesz, rzucając przez ramię, że przecież jeszcze wrócisz.
Rano przypominać mi będą o Tobie dwa puste kieliszki, na jednym z nich odciśnięte będą usta w kolorze wina.

Ciepły wiatr zwiewa Ci włosy na twarz. Uśmiechasz się do niego i do myśli. Miarowo stukają obcasy - słyszysz je, dobrze słyszysz jak oddalają się, coraz dalej i dalej i dalej, aż w końcu nikną za zakrętem.

Siadasz i wiesz tylko jedno, istniejesz tak długo jak palce chcą wydobywać z serca słowa. Słowa najszczersze, słowa najczulsze, najprawdziwsze. Słowa, które nigdy nie kłamią, te na które się czeka siedząc z nosem przyciśniętym do deszczowej szyby. Za którymi się tęskni w trudnych chwilach.

Proszę, bądź bardzo.

Gdyby istniały Słowa. To by się na nich znalazło. Nic konkretnego, po prostu musiały się złożyć w jedną całość.



Komentarze:

« Powrót